Pierwsze trzy miesiące.

21:53



Wyobrażacie sobie, że za chwilę miną trzy miesiące odkąd Pola jest z nami?
A ja wciąż mam wrażenie, że dopiero się jej uczę.
Uczę się również na nowo macierzyństwa.

To co było wtedy, a to co jest teraz-  to dwie różne bajki.
Jestem spokojniejsza, mam w sobie więcej siły i determinacji. Ale też chyba więcej ciepła i chęci.

Więź, która wytworzyła się pomiędzy mną, a Polą w niczym nie przypomina tej, która łączy mnie i Leę.
Chwilami mam wyrzuty sumienia, że wtedy nie byłam w stanie tak przeżywać tego wszystkiego jak teraz.
Pola beze mnie również nie widzi świata.
Każde moje wyjście,pozostawienie jej choćby na dwie sekundy, kończy się spazmatycznym płaczem, który ukoją tylko i wyłącznie moje ramiona..
Gdy Lea była mniej więcej w wieku Poli zaczynałam kolejny semestr akademicki, ale jej nie wzruszały całe dnie spędzane beze mnie, Zostawała z babcią, z tatą i było jej dobrze. Co nie znaczy, że ja za nią nie tęskniłam, nie wyczekiwałam, aż znów będę w domu. Jednak ciągle mam wrażenie, że to było zupełnie inne wyczekiwanie.

Wiele z tego przypisuję bliskości jaką daje nam karmienie piersią. Nie jestem fanatyczką, ani też ogromną fanką karmienia piersią, choć walczyłam o nie w szpitalu jak tylko mogłam.
Dziś nie stygmatyzuję tych, które karmią mlekiem modyfikowanym, bo trzy lata temu, to ja byłam matką, która się poddała po miesiącu walki o każdą kroplę mleka. I myślę, że gdyby coś poszło teraz nie tak, gdyby nie udało mi się karmić piersią- nie przeżyłabym tragedii i na pewno nie sprawiłoby to, że poczułabym się gorszą matką.

Po trzech miesiącach wspólnego życia wysnuwam wniosek, że pierś jest uzależniająca, a gdy włada nią osoba taka jak ja - zupełnie zielona i początkowo nieoczytana - wychowuje się małego terrorystę.
Terrorystę, który postanawia zawładnąć każdą minutą Twojego życia.
I taka właśnie jest Pola - choć dzięki radom, które otrzymałam od niektórych z was - jest nieco lepiej, to jednak wciąż brak mi czasu na cokolwiek.

Może nawet inaczej - czasu mi nie brakuje, bo codzienne sprawy staram się w miarę ogarniać, może zredukowałam moje domowe aktywności o 50% - czytaj nie sprzątam co trzeci dzień, a raz w tygodniu gruntowniej. (Nadrabiam za to praniem, które nigdy się nie kończy.)
Udaje mi się jeszcze wyżebrać kilkadziesiąt minut na ćwiczenia - tyle z moich przyjemności.
Wciąż też uciekam z domu na spacery, bo Pola ani myśli oddać się w objęcia Morfeusza za dnia.
( Chyba, że będą to moje ramiona.)
Lea już nawet nie narzeka. Oswoiła się i pogodziła z aktualnym stanem rzeczy.

Przy tym wszystkim nie po drodze mi na blog.
Codziennie sobie obiecuję, że wezmę się w garść i zacznę znów dbać o to moje miejsce w Sieci.
Dbać też o was.
Wiszą nade mną nieodrobione współprace,posty, które bardzo chciałam wam opublikować i które stały się solą w moim oku, bo nienawidzę czegoś odkładać "na potem". Gryzie mnie to strasznie, denerwuje i zniechęca jeszcze bardziej.
Statystyki kuleją, skrzynka mailowa "milczy". Dobrze, że jeszcze na fb udaje się nam utrzymać kontakt.
I z jednej strony strasznie mi żal, a drugiej myślę sobie, że przecież nic na siłę, że przyjdzie ten moment, gdy już ustabilizujemy sobie rytm dnia, gdy znajdę czas na spokojnie by powrócić do blogowania z nieco większym zaangażowaniem,  bo jednak te 2,5 roku z wami to coś niesamowitego. Zakładając blog nie spodziewałam się, że tak wszystko się potoczy, że uda mi się poznać tak wspaniałe osoby.

Trochę liczę na waszą wyrozumiałość i to, że gdy ogarniemy się z tym wszystkim - wciąż będziecie z nami.





You Might Also Like

17 komentarze

  1. jak nie być wyrozumiałym? odwalasz mega dobrą robotę. jak każda mama dwójki dzieci i to z jednym przy cycu. dla mnie jestes WIELKA!! podziwiam, pozdrawiam i przesyłąm moc siły :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja będę, bo nie ma tu u Was nadmiernego epatowania słodkopierdzącym macierzyństwem, nie ma zadufanych postów, jest swojsko i normalnie - w tym wypadku to naprawdę komplement, bo coraz więcej blogów jest pod publiczkę.. Cieszę się, że piszesz, że Lea się oswoiła, to daje nadzieję na przyszłość ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za te komplementy :) Niestety ostatnio czułam trochę presję i nie zawsze pisanie sprawiało mi przyjemność, a stawało się koniecznością... Mam nadzieję, że wkrótce znów powróci mi pasja.:)

      Usuń
  3. Ci którzy Cię lubią zaglądać będą, inni zapomną... ale czy to ważne...?
    Ja się cieszę ze stałych odwiedziń reszta przemija ;-)
    Olek już rok będzie miał, aja nadal czasu nie mam, nadal posty tylko w głowie piszę, wrzucę zdjęcia ku pamięci i tyle... eh... wciąż mam nadzieję, że czasu będe miec wiecej...
    Ciesze sie ze sie Lea się oswoiła, dzieci na cycu sa małymi terrorystami, nie jest wazne czy pierwsze, trzecie czy czwarte, one wisza na czlowieku i tyle ;-)
    Siły zycze :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsi są Ci, którzy odwiedzają to miejsce z przyjemnością :) Przyjdzie ten moment, że będziesz miała więcej czasu! Zobaczysz ;))

      Usuń
  4. Absolutnie cię rozumiem, że czasu ciągle brak. Cudnie, ze jakoś powoli się ogarniacie, organizujecie, siebie uczycie. A czas przyjdzie. Na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to jak czytam co tam u Ciebie, to mogę się podbudować, że nie tylko u mnie taka macierzyńska klęska. ;)

      Usuń
  5. Kochana te trzy miesiące minęły jak kilka dni. My rozumiemy, że daleko jest Ci do bloga... podobnie też było u mnie. Nie potrafiłam inaczej, odcięłam się od "życia online" bo chciałam czerpać garściami chwile z moim malutkim dzieckiem :) Nie żałuję...

    Potem wrócisz, ze zdwojoną siłą - zapewniam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na chwilę dobrze jest się odciąć, tęsknię czasami, ale ten czas, który mamy ze sobą jest najcenniejszy :)

      Usuń
  6. spoooko, masz u mnie urlop :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Ale, że Ty tutaj? To dla mnie zaszczyt ;))

      Usuń
  7. Pewnie, że będziemy! Nic się nie przejmuj! Tym bardziej, że blog to nie centrum świata. Zawsze sobie powtarzam, że gdyby miało mnie zabraknąć za 2 dni, to swoje ostatnie chwile na pewno chciałabym spędzić wśród bliskich, bo TO JEST NAJWAŻNIEJSZE, a nie przed kompem. Może to za odważne porównanie, zbyt dramatyczne, ale ma w sobie dużo prawdy. Ktoś kiedyś powiedział, że są rzeczy WAŻNE i PILNE. Pilny jest blog, ale może poczekać. A najważniejsza rodzina. Nie bój się, nie uciekniemy :) Wszystkiego dobrego. / Agata.

    OdpowiedzUsuń
  8. jedziemy na tym samym wózku;) ja wychodzę z założenia "nic na siłę" i liczy się tu i teraz^^

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś <3