Ja poskromiłam pierwsze dziecko - ku pamięci.

16:00

Nie mam sprawdzonych metod wychowawczych, nie czytałam wielkich tomisk poradników o pierwszych dniach, tygodniach, miesiącach latach...  Kilka razy zajrzałam na jakieś fora, ale tych nigdy nie lubiłam, więc szybko stamtąd zwiewałam. Nie mniej jednak, będąc w ciąży pewne informacje docierały do mnie nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, ale zawsze jednak gdzieś przypadkiem tych kilka linijek tekstu przewinęło się przed moimi oczami. Rosnący brzuch jak magnes przyciąga treści  ciążowo-porodowo-pochodne. Czy się chce czy nie.

Do tego szczypta intuicji, improwizacji i gotowe! 

Nigdy nie uważałam się za alfę i omegę, a także mam świadomość, że w mojej rodzinie większość moich sposób na dziecko jest nierozumianych, negowanych, czasem  ( często) potępianych.
A ja idę w zaparte, bo moje dziecko- po pierwsze jest zdrowe, po drugie szczęśliwe, po trzecie rozwija się prawidłowo.
Wobec tego co tu negować? Gdybym była bardziej pewna siebie napisałabym, że zajebista ze mnie matka, ale nie napiszę. I wstawiam sobie taką czwórę, bo przecież zawsze można było coś lepiej..

A teraz ku pamięci - w razie, gdyby wraz z rosnącym brzuchem dostała jakiegoś przyćmienia, zaniku pamięci, zmniejszenia ilości szarych komórek. Moje radykalne ( w oczach mojej rodziny) metody wychowawcze. *
Mam zamiar stosować je przy Drugim.

1. Zasypianie.
O spaniu / niespaniu z dzieckiem można pisać i zawsze temat chwyci. Są zwolennicy i są przeciwnicy. Je jestem przeciwniczką - ale tylko jeśli chodzi o moje łóżko. (Ty, jeśli chce i jeśli Ci wygodnie śpij z dzieckiem, nie neguję:)). Wyszliśmy z założenia, że Lea od początku będzie miała swoje miejsce, zwłaszcza po jednej z pierwszych nocy, gdy podczas karmienia zasnęłam i nie ma co ukrywać przygniotłam na sekundę małą. Od tamtej pory nigdy z nami nie przespała nocy. Zdarzyło się ze dwa trzy razy, w wyjątkowych sytuacjach choroby (?), że zasypiała w naszym łóżko, ale następnie wracała do swojego łóżeczka. Od początku zasypiała również sama. Bez noszenia, kołysania, lulania - dopuszczalne było mizianie palcem po nosie, czytanie śpiewanie, ale zawsze w jej łóżku. 
Efekty ? Działa. Nigdy nie mieliśmy problemów z godzinnym usypianiem, z nocnym płaczem, noszeniem na rękach.  Przy przeprowadzce do swojeog pokoju (1 rok), nie było również problemów z adaptacją w nowym pomieszczeniu. Łóżeczko było jej miejscem, dobrze znanym, gdzie czuła się bezpiecznie. 
Dziś serwuje nam najcudowniejsze pobudki świata (ehe...).

2.Higiena
Minimum - to jeśli chodzi o środki stosowane. 
Rada położnej, która opiekowała się mną w ciąży: Im mniej tym lepiej - zarówno pod względem ilości różnych specyfików jak i ilości pozycji zawartych w ich składzie.  
I tak na początku - głównie dlatego, że Lea z powodu przenoszenia miała straszne problemy z łuszczącą się skóra - używaliśmy Emolium, w sumie chyba dwie buteleczki. Potem przeszliśmy na najzwyklejszy płyn Nivea - stosowany do dzisiaj. Nie stosowaliśmy żadnych balsamów, pudrów, dodatkowych kremów i mazideł. Skóra ma być czysta i oddychać. 
W efekcie z odparzeniem mieliśmy do czynienia raz. Żadnych uczuleń, podrażnień, wysypek. 

3.Karmienie.
Tu chyba (po raz kolejny w oczach moich rodziny) jestem najbardziej "popieprzona". 
Kwestię karmienia /nie karmienia piersią pozostawiam do wyboru i nie jestem ani po jednej ani po drugiej stronie. 
Kolejne etapy Lea zaliczała na domowych przecierkach, zupkach. Sztuk słoiczków zjedzonych (to wielkie słowo, bo chyba nigdy nie zjadła całego) mogę policzyć na palcach może nawet obu rąk - nie mniej jednak były to ekstremalne przypadki, gdy nie miałam możliwości podać jej czegokolwiek innego. Przed pierwszymi urodzinami dostaliśmy w prezencie zapas słoiczków "od ciotki" z Niemiec (biedna Polska pewnie nie ma słoiczków), Lea przyzwyczajona do smaku normalnych potraw- nie była w stanie ich przełknąć, nawet po doprawieniu. 
Dziś je wszystko - ma swoje ulubione smaki, ale jak zgłodnieje to wciągnie co się jej poda. 
;)
Nigdy nie zapychałam jej czymkolwiek byleby zapchała sobie brzuch - tym bardziej słodyczami/ chrupkami/ przekąskami, wolałam poczekać, aż zgłodniej.
Tu spotykam się z największym oporem ze strony rodziny, bo jak to ? Ciocia przyjeżdża to musi kupić czekoladkę, a druga da batonika, a trzecia chrupka. A babcia doda cukierka - przecież od jednego nic się nie stanie.
A potem obserwuje dzieci, które grymaszą przy stole, ale na cukierka/ chipsy/  batona zawsze mają ochotę. 
Oczywiście dajemy jej od czasu do czasu coś słodkiego, kawałek czekolady, wafelka. Nie mniej jednak, za każdy razem gdy przebywa za dużo z moją mamą zauważam u niej niechęć do normalnego jedzenia i bunt. To wszystko jednak sprawka cukru, który wciska w nią babcia. 
( Powrót do normalnego funkcjonowania - jedzenia zajmuje nam tydzień !)
Nie, moje dziecko nigdy nie piło coli, nie pije słodkich napojów, ani pseudo soczków specjalnie dla dzieci. Nie ma problemów z tym, żeby zaspokoić swoje pragnienie wodą czy herbatką.
Nie była nigdy w McDonaldzie, ani innym sieciowym fast foodzie.  Nie mniej jednak zdarzyło nam się ostatnio, że zjadła w domu frytki, ale biorę to na klatę i uznaję  ją za dużą dziewczynkę, której raz w roku zjedzenie kilku frytek nie zaszkodzi.
( Rozwija się prawidłowo, rośnie w odpowiednim tempie, wagę ma w porządku.)

4.Rozwój
Nigdy nie kładłam na niej nacisku, że musisz już coś umieć ( To chyba też brak wiedzy podręcznikowej, co w którym miesiącu powinno robić nasze dziecko - odsyłam do wstępu).
Jeśli siedziała  w wieku 6 m-cy, to spoko. Nie sadzałam jej na siłę, jeśli swoje pierwsze kroki stawiała w wieku 9 m-cy też ok ( żadnych chodzików, skoczków, wspomagaczy - normalne raczkowanie i próby chodzenia z podtrzymaniem).
Jeśli mówiła mama, tata, babcia, miau - to nie siedziałam i nie sprawdzałam, czy aby o te 15 słów nie za mało. Żadnych infantylizacji słownych. Słodziaczków, pysiaczków i misiaczków. Dziecko jest dzieckiem, ale też normalnym człowiekiem- język znać powinno-  zwłaszcza w jego poprawnej wymowie i formie.
Dziś (2 lata i 2 m-ce) mówi zdaniami, zrozumiale, zasób jej słów jest ogromny. Choć czasem nadaje jeszcze po swojemu, to komunikuje się z nami w normalny sposób. Wyraża swoje emocje, potrzeby, opisuje otoczenie, zdarzenia, które miały bądź mają miejsce. 

5. Wypełniacze czasu.
Kontakt w pierwszych miesiącach z telefonami, komputerami itp. ograniczaliśmy do minimum. 
Nie mamy telewizji, więc sztucznego tła do codziennego życia też nie było.
Początkowo zaczynaliśmy od 5 minut bajki, stopniowo przechodząc przez 10, 15 minut. Tak, aby około roku nie było to więcej niż 30 min. ( z zaznaczeniem, że bajka w tym czasie powinna mieć rozpoczęcie i zakończenie - bez sensu jest oglądanie w połowie i przerywanie fabuły.)
O książkach, zajęciach manualnych, malowaniu, rysowaniu i zwykłych zabawkach pisać nie muszę - choć tu w przypadku zabawek dla nas znów - mniej znaczy więcej. 

Ale chodzi tak naprawdę o to, żeby dziecię było szczęśliwe...









To chyba najdłuższy post jaki kiedykolwiek napisałam. A do dodania pewnie jeszcze coś by się znalazło.

* Moje to znaczy moje, nikomu nie narzucane, od nikogo nie wymagane 100% akceptacji, sprawdzone w naszych warunkach domowych, na naszym dziecku, na nas - nie daję gwarancji, że sprawdzą się u innych. :)
** Od każdego sposobu mogły zdarzyć się wyjątki, aż taką maszyną nie jestem. ;)

Każda matka kocha swoje dziecko i chce dla niego jak najlepiej. I robi wszystko co w jej mocy, aby dziecko poznawało świat od jak najlepszej strony od pierwszych dni życia.


Każda z nas ma swój sposób na wychowanie. Na radzenie sobie z problemami. Nie ma idealnego przepisu - trzeba jednak zebrać garść z napływających do nas dobrych rad, oddzielić ziarna od plew i wybrać to co dla nas jest najlepsze.

A wy jakie macie niezawodne sposoby na radzenie sobie z wychowawczą rzeczywistością?


You Might Also Like

9 komentarze

  1. Ja przy Mani postanowiłam mniej nosić,nie kołysać jeśli nie trzeba.Zresztą nawet gdybym chciała miałam z boku małą uwieszoną u nóżki dziewczynkę czyt.Alę.Działało przez jakiś czas.Marysia zasypiala sama,wtedy kiedy chciała.Jak zaczęły wyrzynać się zęby sielanka się skończyła.Teraz tylko ramiona i to mamy,broń Boże taty czy babci.
    I chciałabym bardzo aby wróciło to co było ale jakoś nie chce samo a ja nie mam pomysłu jak to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie teraz myślę, że skoro zadziałało u Lei, to wcale nie znaczy, że będzie działać przy Drugim...;P
      Z ząbkowaniem też nie mieliśmy problemów - więc trudno mi się odnieść. ;))
      Ale trzymam za was kciuki, ząbki wyjdą i wszystko wróci do normy :*

      Usuń
  2. Ja bym dodała jeszcze bycie czujnym. Wbrew pozorom nie na darmo są opracowane pewne etapy rozwoju, nie po to by się ich sztywno trzymać ale by mieć orientację co dziecko powinno opanować. Nie dać sobie wmówić, że ma jeszcze czas na opanowanie siedzenia czy mówienia, co większość lekarzy próbuje wmówić rodzicom itp. Co do bujania czy kołysania to też nie jest to złe bo bardzo rozwija układ przedsionkowy, niektóre dzieci bardzo tego potrzebują. Przede wszystkim słuchać swojej intuicji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, to też jest ważne, nie mniej jednak nie siać paniki jeśli dziecię nie zacznie mówić mama w 4 m-cu życia o godzinie 13... ;))
      A bujanie, kołysanie - nie było zabronione, jednak nie było stosowane jako 'usypiacz". Chociaż nie... chyba nie bujaliśmy - w wózku zabraniałam bujać ( taki nawyk mojej matki), żeby się nie przyzwyczaiła.
      Pewnie i tak wiele rzeczy już zapomniałam albo nie mają już dla mnie takiego znaczenie, żeby je wszystkie spamiętać:)

      Usuń
  3. Mój sposób to brak sposobu i intuicja.
    I właściwie ze wszystkim u nas podobnie. Róbta co chceta byle z miłości/ą ;)
    Śpią z nami obie, no Młoda obok w łóżeczku ale czasem ją przekładam. Nie czuję potrzeby odsypialniania. Słoiczki zaliczyliśmy, zwłaszcza kiedy wypad z domu dłuższy w knajpie podgrzeją, zjadała chętnie jak robione. A mówiemie u nas idzie ciężko ale ponoć dwulatki tak mają ;) O taki bilans :)... ale i tak Babcia wie lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia i ciotki wiedzą najlepiej ;)
      A ja tam lubię, że niby u nas podobnie a często tak różnie ^^
      Mój Kuba do dzisiaj nie może przeżyć, że P. kupił France w Krakowie frytki, a on sam na to nie wpadł :D

      Usuń
    2. Na babcie i ciotki niedługo sobie ponarzekamy a i nasze dzieci nie zjedzą sobie wspólnie frytek ;) no i ołpenerowo mam ciągle nadzieję mimo bobasa u cycka ;)

      Usuń
  4. "Ale chodzi tak naprawdę o to, żeby dziecię było szczęśliwe..." ZGADZAM SIĘ

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie niestety czasem trzeba ponosić szczególnie teraz kiedy idą ząbki ale większość jest takich dni kiedy Tomcio sam zasypia :) .... co do jedzenia sama wiem kiedy i co podać nie słucham rad że powinno to czy tamto bo kto jak nie matka wie najlepiej co jej dziecko potrzebuje i tyczy się to nie tylko jedzenia :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś <3