O miłości dzielonej na dwoje.

20:38

Przez moment miałam ochotę po marudzić jak to mi źle, jak to ciężko, jak sapię, jak dysze i zasypiam w środku dnia.
Ale tak sobie myślę, że pewnie będzie gorzej, że pewnie okazji będzie wiele, a dzisiaj zaprząta mi głowę coś zupełnie innego.
Bo wydawać by się mogło, że ostatnio zeszła na drugi plan. Że wszystkie moje myśli krążą wokół jeszcze bliżej nam nie znanego lokatora z wnętrza mojego brzucha.
I tak i nie.
Ale to do czego nie mam wątpliwości to lęk jaki czuję przed... przed tym, że będzie nas więcej.

Coś około drugich urodzin Lei, gdy Ci bliżsi już wiedzieli - zadano nam pytanie. Czy się nie boimy, że któreś będziemy kochać bardziej? I jak to tak w ogóle podzielić miłość na dwoje?

Pytanie wydało mi się wtedy absurdalne, a odpowiedź oczywista. Nie ma różnicy, bo kocha się tak samo. Może za inne rzeczy, ale z taką samą siłą.
Dzisiaj chyba nie zwątpiłam w tą moja pierwszą myślę, ale zaczynam się bać, że jestem tylko jedna.
Dzisiaj przecież całą siebie, całe swoje skupienie poświęcam tylko i wyłącznie jej. Nie muszę się sobą dzielić, nie muszę drżeć o czas jej poświęcony, bo mam go pod dostatkiem. Ile tylko zechce.
Choć nigdy w życiu nie chciałam mieć tylko jednego dziecka, a moja matka z powodzeniem wpajała mi do głowy wizję rozpieszczonego jedynaka, to momentami zaczynam rozumieć, ten lęk przed posiadaniem drugiego. Przed podzieleniem siebie na dwoje, z poczuciem krzywdy dla niej.

Wiem, że jest mądra, że zazdrość nie przysłoni jej mojej miłości.
Z namaszczeniem obserwuję jej każdy dzisiejszy krok, każdą nową umiejętność. Chłonę każde słowo, bo tempo w jakim uczy się nowych już nawet nie słów, a zdań jest dla mnie zaskakujące. Powoli staje się partnerką do pogawędek o niczym. O przejeżdżającym samochodzie, listonoszu co kolejną paczkę nam przyniósł, o tym co dzień wcześniej robiła z Jakubem. Obserwuję jak bawi się sama, udając rozmowy pomiędzy kredą zieloną, a kredą czerwoną.

W głowie układam nam plan na najbliższą jesień. Na wspólne wieczory, pod kocem, na podłodze, na łóżku w sypialni. Wspólne wypełniacze czasu jeszcze przed przedszkolem. W głowie wizje kreśli mi czas, który płynie nie ubłagalnie i czuję jakby to miały być nasze "ostatnie" chwile. Jakby jej zejście na drugi plan było nieodwracalna konsekwencją przyjścia na świat nowego, drugiego.

Trochę jest mi przykro, trochę się boję, trochę pukam w czoło, bo pewnie demonizuję wizje w swojej głowie - nic nowego.  Nie mniej jednak chciałabym, aby wiedziała, że zawsze będzie dla mnie ważna. Że podzielę się na dwoje jak będzie trzeba, stanę na głowie, by tylko znaleźć dla niej tyle samo czasu, by nigdy nie czuła, że jest gorsza, mniej kochana, żeby wiedziała, że jest wyjątkowa i znaczy dla nas tyle samo.
By nigdy w to nie zwątpiła.
Byśmy my nigdy nie dali jej powodu by wątpiła.

Bo kocha się różnie, ale z taką samą siłą.
Tak mi się wydaje.






You Might Also Like

26 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Od Ciebie dobrze to słyszeć. :)

      Usuń
  2. jeszcze tak nie dawno miałam dokładnie te same myśli, nawet post też pisałam o tym :) ale te myśli i strach był zupełnie nie potrzebny, teraz już mam ich dwoje - razem obok siebie a ich miłość do siebie bije na kilometr i choć wiem, że jeszcze koty będą ze sobą drzeć to chce to pielęgnować... najcudowniejszy widok jak razem obok siebie śpią, jak Kseń daje buziaki a Brunek najbardziej cieszy się do niej... a nasza miłość oj jest tak ogromna, że jeszcze starczyło by dla innych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na ten moment tak naprawdę. :) Na razie Lea, choć brzuch jeszcze nie tak widoczny, podchodzi i śpiewa piosenki...:) Być może wydaje się jej, że to zabawa w dzidziusia w brzuchu. :))

      Usuń
  3. miałam te same wątpliwości
    Między moimi chłopcami jest 2 lata i 2 m-ce różnicy. Ciągle myślałam, analizowałam, układalam w głowie plan dnia, powrotu do domu etc. etc. Oczywiście 90% z moich planów "wzięło w łeb", a życie toczyło się po swojemu. Co nie znaczy, że gorzej - po prostu inaczej.
    Miłość ?
    myślałam "przecież tak bardzo kocham W, jak jeszcze będę w stanie pokochać to maleństwo" i znów życie pokazało, że miłość się mnoży a nie dzieli.
    Jest ciężko, ale to wszytko jest do ogarnięcia. Trzeba tę sytuację "przyjąć na klatę". Uwierz mi, że twoje "analizy" tu nic nie pomogą - życie zweryfikuje !
    pozdrawiam i życzę szczęśliwego rozwiązania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorę na klatę wszystko co mi dają.:))

      Usuń
  4. Moja największa obawa przed podjęciem decyzji o drugim dziecku - że jedno będę kochać bardziej niż drugie... bo przecież to dwie zupełnie różne osoby i tak naturalne jest, że jednych lubimy bardziej, innych mniej. Zawsze jedno ma lepszy kontakt z Mamą, drugie z Tatą... z perspektywy relacji z moją siostrą i tego jak bardzo się różnimy, te obawy mam zwielokrotnione do granic możliwości, dlatego póki co - czekam i obserwuję . I trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za kciuki. Mam nadzieję, że gdy nowe będzie już z nami - wątpliwości się rozwieją. :)

      Usuń
  5. Mam dokładnie takie same obawy. Uspokajam się tak jak Ty, ale czasem jeszcze przed snem myślę, myślę i myślę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I będzie dobrze ! Bo musi być ;)

      Usuń
  6. Chociaż drugiego dziecka jeszcze nie mamy nawet w planach, mi też w głowie dośc mocno siedzi to samo co Tobie przez myśl przeszło...

    Póki co nie wyobrażam sobie, żeby Kornelia musiała się mną dzielić, że nie miałabym dla niej tyle samo czasu co kiedyś...
    A miłość?
    Kocha się jednakowo mocno, w to nie wątpie, jednak po moich wieloletnich obserwacjach, myślę, że mogę powiedzieć dzis, że WIEM, iż dzieci traktuje sie "inaczej". Zawsze jedno się wyróżnia. Pierworodne, najmłodsze, najgrzeczniejsze, najmądrzejsze etc...
    Mam młodszą siostrę i oczywiście kontakt mamy bardzo dobry, jest ważną osobą w moim życiu, ale przykro mi było [i nadal gdzieś w sercu jest!], kiedy na przykład ja musiałam na studia godzinami dojeżdzać w lodowatych autokarach z czasów prl-u, a ona prawie od razu dostała od taty duży, wygodny i zadbany samochód na wyłączność.
    Przykro mi, że kiedy ja miałam [czy mam sprawę], muszę prosić, 'żebrać', dopytywać, kiedy moja siostra wystarczy, że kiwnie palcem...
    Co tu wiele mówić? Tylko jedna z Nas mogła być 'córeczką tatusia'.
    Ale podobnie jest u mojego D.
    5 dzieci w domu - dwie córy, trzech synów. Upatrzona jedna córeczka - środkowa. Powiedziała ojcu, że życzy mu śmierci [kiedy wrącał się w jej małżenstwo]. Aktualnie ojciec pojechał pomagać jej ponieważ maz ją zostawił z dwojka dzieci... Pozostałe rodzenstwo w klopotach MUSI radzić sobie same. A pech tak chciał, że mojego D. w ogóle się 'wyparli' i nawet nie zadzownią z życzeniami na urodziny :)
    mogłabym podawać takich przykładów SETKI!
    [przy okazji nieźle się publicznie zwierzyłam :P]

    Stąd właśnie mój strach...
    Strach, że tak jak dziś Kornelia jest dla mnie całym światem, kiedyś może już nie będzie... Abbo będzie nadal!!! i wtedy 'skrzywdzę' to drugie...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między mną a moim rodzieństwem jest naście lat różnicy- więc tak naprawdę wychowywana byłam niemalże jak jedynaczka. Nigdy nie odczułam rywalizacji między nami - bo gdy ja stawałam się bardziej świadoma, Oni zakładali już swoje rodziny. Za to teraz wychodzą często brudki, że byli zazdrośni o mnie - gdy cała uwaga skierowana została na "najmłodszą" i wypominają, a bo Ty miałaś to, a tamto - a prawda jest też taka, że Oni żyli w innych czasach i było mniej rzeczy dostępnych niż w tych w których na świat przyszłam ja.
      Nie mniej jednak nie wątpię że nasi rodzice zarówno im jak im starali się dać od siebie jak najwięcej. :))

      Nie bój się, Kornelka jest mądra i bardzo dobrze wie, jak jest ważna dla Ciebie :)

      Usuń
  7. Wiesz, że właśnie takie rozważania i wiele innych czynników, których nie można przeskoczyć na dzień dzisiejszy powstrzymują mnie przed posiadaniem drugiego dziecka. Jednakże patrząc n moich rodziców z perspektywy czasu wiem, że kocha się z tą samą siłą! I tobie kochana tez tego życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. mnie kiedyś bardzo mądra koleżanka powiedziała: jak to? a jak ma być? tak samo! tylko ręce obie zajęte :)
    to prawda. dziś już wiem.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszenie. Dziękuję, muszę sobie gdzieś to zapisać. ;)

      Usuń
  9. Nic się nie zmieni tylko serce Ci bardziej urośnie i obie ręce będziesz mieć zajęte ))) Wiem co mowie u nas równe dwa lata różnicy ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas będzie 2,5 a rocznikowo to zahaczymy o 3 ;) Muszę sobie sprawić dodatkową rękę. :))

      Usuń
  10. kocha się z taką samą siłą, to prawda. choć ja mam ją tylko jedną....a bardzo bym chciała mieć choćby jeszcze jedną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to trzymam kciuki za działanie :D

      Usuń
  11. Miłość się podobno rozciąga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ładne ! <3 Tylko bez rozstępów proszę. ;))

      Usuń
  12. no podobno kocha się tak samo :) Na razie nie muszę tego analizować... ale widząc relacje innych rodziców i ich dzieci widzę, że jedno jest bardziej faworyzowane od drugiego.... Ja jestem żywym dowodem- mam dwie starsze siostry i to ja byłam zawsze najukochańszą córunią...wiadomo kochać kochają i mnie i siostry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nigdy nie czułam jak "najukochańsza", ale za to moje rodzeństwo tak na mnie patrzyło. :))

      Usuń
  13. Kocha się, oj kocha. Serce urośnie niewyobrażalnie!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś <3