Najchętniej wysłałabym się na księżyc....

20:02


I gdy tak siądę wieczorem na tej wysłużonej kanapie z drugiej ręki, gdy nadejdzie ten czas, że mogłabym wziąć głęboki wdech i nie robić już nic -w głowie plan na kolejny dzień układam. 
Rzeczy z dzisiaj odłożone na jutro, i te z jutra na pojutrze. Choć przecież tylko siedzę w domu.
Siedzę, owszem - trzy tygodnie. Od czasu do czasu mąż z litości rzuci mnie samochodem na szybko. W inny kąt, do rodziców, do teściów - co bym nie zwariowała doszczętnie. Bo zwariować można.
Można wypucować też  każdy kąt, a potem rozejrzeć się dookoła i stwierdzić, że gdy byłaś w drugim pokoju przez salon przeszło chyba tornado. Można odwrócić się plecami do kuchennego blatu i nie widzieć na nim resztek po kuchennych improwizacjach, bo lodówka zapasami nie grzeszy. 

Szwendam się z kąta w kąt. Nie przypominam dziś perfekcyjnej matki, ani perfekcyjnej Pani domu.
Moja kreatywność się wyczerpała,  chęci zresztą też. Robię wszystko to, co zazwyczaj grymas zniesmaczenia na mojej twarzy wywołuje.   Walczę z wewnętrznym egoizmem, walczę ze zmęczeniem psychicznym, bo fizycznie chętnie bym się zmęczyła, tylko trudno o to w czterech ścianach z wiszącym dzieckiem na ramieniu. 
Najchętniej wysłałabym się na księżyc. Albo gdziekolwiek, dzieci niech zostaną tu gdzie są. Odpoczęłabym od wszystkiego, zrobiła reset totalny - uwolniła głowę od przyziemnych spraw, od strojów galowych na środę, zakupów na obiad i reklam uprzejmie informujących, że to już czas pomyśleć o prezentach na święta.

Ale - w przy tym wszystkim wciąż jestem mamą, wciąż, One są moimi najdroższymi córkami. Nie ważne, że jęczą, że noce nieprzespane, że gnieciemy się i łamiemy zakaz spania w naszej sypialni - dla świętego spokoju i o 5 minut dłuższego snu. Nie ważne, że dziś nie jest perfekcyjnie, że nie wymyśliłam 1001 zabaw na nudne jesienne poranki, popołudnia i wieczory. Nie ważne, że częściej ostatnio myślę " Nie chce mi się",  niż "zróbmy razem coś fajnego!". Częściej narzekam, że zmęczenie i nuda mnie dopadają.  Ale to tylko chwila. Chwila poświęcenia, na które pisałam się zostając matką.  Chwila, którą wcześniej ktoś i nam poświęcał, oddając swój cenny czas, abyśmy mogli być. 
Mimo egoizmu wysuwającego się na pierwszy plan, są moimi córkami, są moją ostoją i uśmiechem. Są moim życiem i szczęściem. 
Więc trochę jeszcze ponarzekam, potem na chwilę wszystko wróci "do normy", żeby w najmniej odpowiednim momencie znów wywrócić mój spokój do góry nogami.
Ale to nic- to tylko kolejna chwila. 















You Might Also Like

0 komentarze

Dziękuję, że jesteś <3