Niby nic.

13:21



Jest taki blog do którego pewnie nie ja jedna wzdycham. 
Jest taka kobieta, której nie znam, a wydaje mi się, że chciałabym nią być. 
Wpatruję się w jej zdjęcia, aż do utraty tchu. Kreślę w głowie obraz siebie - będącej nią. Nic o niej nie wiem. Widziałam kilka postów, widziałam kilka zdjęć. Widziałam kilka kadrów, których zazdroszczę każdą cząstka siebie. Jest mi obca, zupełnie niebliska. I nie wiem czy chciałabym ją poznać, nie wiem czy chciałabym się z nią zaprzyjaźnić,bo mimo całego uwielbienia do jej wyglądu, stylu i życia - nie wiem nic.  Jaki ma ton głosu, co ją najczęściej irytuje, czy się w ogóle śmieje? Czy jest spontaniczna, czy raczej wyciszona i niedostępna? A może jest wstrętną zołzą i tylko na zdjęciach wychodzi tak dobrze? Choć wcale piękna nie jest? 
Chciałabym  być nią, bo obraz jaki mi serwuje jest perfekcyjny, jakby wyjęty z mojej głowy i jakże daleki mi do osiągnięcia. 
Łapię się na mrzonkę płynącą z kilku kliknięć myszką na jej stronie.

Jest też Ona.  Pisze mi, że ma kryzys. Nie wie co dalej, co robić. Że ma doła takiego, że ho ho. Pukam się w czoło czytając zadania wyświetlane na ekranie mojego komputera.

 Oszalała! Ona ma kryzys, ona ma doła, nie wie co począć ze swoim życiem? Ona ! Którą ja podziwiam, za to, że z doby wyciąga każdą sekundę, za to, że jest tak kreatywna, że robi milion rzeczy na raz - ale wciąż ma czas dla innych, ma czas na zwykłą kawę, ma czas podzielić się dobrym, ciepłym słowem. Nie wiem ile jej doba ma godzin, bo na pewno nie dwadzieścia cztery. 
I Ona, pisze mi właśnie, że ten kryzys i dół. Bo tam właśnie na tym blogu - życie takie piękne - po co Ona tam wchodziła? -  Kadry takie piękne, wszystko takie piękne. Chce być jak Oni, chce mieć sprzęt jak Oni, chce fotografować jak Oni - ale dzisiaj ma kryzys i nie wie.
Choć ja wiem, że zacięcia fotograficznego jej nie brakuje, choć ja wiem, że może w Australii jeszcze nie była, to przy jej zaradności może to być kwestią czasu. 

Ja podziwiam ją, ona podziwia ich. 
Obie podziwiamy wirtualny świat.
Bliskie jesteśmy wariactwa.

I po raz tysięczny nasuwa mi się pytanie - ile w tych kadrach jest prawdziwego życia? Ile jest ich naprawdę, a ile na potrzeby strony?  I od czasu do czasu mają kurz na kredensie? Czy po podłodze walają się brzydkie zabawki, a na stole leży wczorajsza kromka zwykłego, pszennego chleba? 
Czy jest tam miejsce na pospolitość? Na zwyczajność?

A jeśli nie ma, a mają tak ot, to wszystko co kadrami uchwycone - po prostu  - to nie mam pojęcia co dalej. I dlaczego tak bardzo marzy mi się cudze życie, choć mam swoje? 









You Might Also Like

0 komentarze

Dziękuję, że jesteś <3