Karmienie piersią? Nie jestem fanką.

21:32


Czuję wstyd i wyrzuty sumienia. 
Karmię piersią i wcale tego nie lubię. Nie lubię hashtagów #breastfeeding. Nie rozczulają mnie zdjęcia ig matek karmiących piersią. Ani ciut. Sama nie byłabym w stanie dodać takiego zdjęcia.
Jest mi wstyd, bo czuję, że powinnam to lubić. Czuję, że powinnam być dumna z tego, że karmię moje dziecko piersią. Czuję, że otoczenie mnie do tego zmusza. Bo jak to ? Skoro to taka piękna chwila, ta bliskość, matczyna miłość, dawanie dziecku tego co najlepsze, a Ty nic? 

Karmiłam butelką moje pierwsze dziecko i nie uważam, że czegokolwiek jej brakowało, że rozwija się gorzej, że nie dałam jej odpowiedniej bliskości. Odporność ma wyśmienitą, żadnych chorób - jedno przeziębienie, jeden wirus bostoński podłapany na małpim gaju,  ze dwa razy gorączka.  Ma trzy lata. Nie wie co to antybiotyk. 

Wydawało mi się, że chcę to robić, że zależy mi na karmieniu piersią, że być może faktycznie jest to coś o wiele lepszego i niepowtarzalnego. Przecież wszyscy się zachwycają, chwalą i dopingują. A matki karmiące mm "z wyboru"? Pewnie głupie, leniwe pindy. Wszyscy tak mówią.

Za pierwszym razem karmiłam zaledwie miesiąc. Miesiąc, który był nieustającą walką o każdą kroplę mleka. Nieprzespane noce, przepłakane poranki, gdy opadałam już z sił.  Co chwilę walka, która kończyła się dokarmianiem butelką. Nie miałam pomocy, ale nie szukałam jej również. Byłam totalnie zagubiona. Matka wmuszająca we mnie "bawarkę", po której brało mnie na wymioty, herbatki na laktacje, które nic nie dawały. Ciągła rozpacz. Ciągły płacz. Mój i jej. Zakończony bolesnym zapaleniem piersi, gorączką i ostatecznym pożegnaniem się z pokarmem.  
Nie miałam motywacji, nie miałam silnej woli. Chciałam, żeby jak najszybciej się to skończyło. Nie było w tym żadnej magii.

A mimo wszystko, gdy już wiedziałam, że spodziewamy się drugiego dziecka,  zaczęłam się zastanawiać co teraz? Pomiędzy kompletowaniem wyprawki, pranie ciuszków, zastanawiałam się jak to będzie. Czy kupować butelkę? W tak w razie czego?
Gdzieś podświadomie miałam zakodowane, że pewnie i tym razem się nie uda. Ale chciałam spróbować - wydawało mi się, że to dobra droga.
Gdy Pola pojawiła się na świecie poprzez CC, nie miałam jej przez niemalże dobę przy sobie. Nikt mi jej nie przyniósł, nie podał, nie pozwolił przystawić. Z każdą godziną bałam się coraz bardziej, że nic z tego nie będzie. Ale zaparłam się w sobie. Od razu podjęłyśmy walkę. I mimo spadającej wagi - nie pozwoliłam jej dokarmiać. Wiedziałam, że tak musi być i że damy sobie radę, choć chwilami wątpiłam, bałam się, że przez tą wagę zatrzymają nas w szpitalu dłużej. Każą dokarmiać, aż się unormuje. Znów żadnej pomocy, pozostawiona sama sobie, co chwilę wątpiłam.

Wróciłyśmy do domu bez butelki, pełne nadziei na wspólną mleczną przygodę.
Powiedziałam sobie, że chociaż do 4 m-ca, że to i tak sukces, bo przecież nasze szanse przekreśliłam już na samym początku.
Trwamy w tym do dzisiaj. Siódmy miesiąc.

Wiem, że jestem sfrustrowana, ciągle to powtarzam. Jestem wykończona, nawet nie tyle co fizycznie co psychicznie. 
Cenię sobie wolność i niezależność. Wodniki tak już mają, że nie lubią ograniczeń i przywiązań, które nie są im na rękę. 
A ja stałam się niewolnicą własnego dziecka.
Od ponad pół roku, nie wyszłam nigdzie z domu sama na dłużej nić 10 minut i nie było to szybkie wyjście do osiedlowego sklepu. Nie wspomnę o jakimkolwiek wyjściu do kina, na randkę, na kawę czy wino na ławce w parku. Cokolwiek. Z kimkolwiek, bez dziecka.
Pół roku!
Dla mnie to już wieczność.

Karmienie nie jest piękne, jest dla mnie obowiązkiem. Karmienie w miejscu publicznym? Tak. Robię to. Robię, bo muszę, a ile stresu, nerwów i potu mnie to kosztuje wiem tylko ja. Jestem egoistką. 

Karmienie w czasie niedzielnych obiadów? To samo co powyżej. Nie wspominając o tym, że do niedawna nie pamiętałam co to znaczy ciepły posiłek, zjedzony bez dziecka na kolanach / płaczącego dziecka / dziecka wiszącego na piersi / dziecka wszędzie i zawsze i w ogóle zjedzony z całą resztą familii. 
Było kiepsko. Bywa wciąż kiepsko. A gdyby dodać jeszcze starszą, której słowa " Mama, nie karm ciągle Poli, ona wcale nie musi już jeść" bolą mnie najbardziej - to już w ogóle klęska. Po całości.

Karmię, bo muszę. Wstyd mi, że muszę, a wcale nie chcę i nie sprawia mi to przyjemności.
Chciałabym rzucić to wszystko w cholerę. 







 I sprawa jeszcze jedna taka, bo mimo wszystko. Choćbym się rękoma zapierała, a moja frustracja sięgnęła zenitu - to gdzieś tam podświadomość mi mówi, że jeszcze trochę, że jeszcze jutro, pojutrze, że, gdybym mogła ją odstawić teraz w tym momencie - bez odwrotu. To wcale nie byłabym gotowa.
Ani ciut.Mimo, że fanką nie jestem.



Zdjęcia wypadek przy pracy z Zuzą znaną jako Lulu photography bądź BAMBOLINA -hand made. <3

You Might Also Like

47 komentarze

  1. myślę, że kochana nie Ty jedna, nie Ty pierwsza i nie ostatnia tak czujesz. Po prostu Ty masz odwagę/potrzebe by o tym szczerze napisać. U mnie było odwrotnie: ja czułam magię, uwielbiałam chwile gdy Maja wisiała na cycku. Cudownie mi było. Blogo. Bezpiecznie i miło. Ale za nas zdecydowała natura. Karmienie skonczyłam po 8 tyg od porodu wiec bardzo szybko. Nie zdarzyłam poczuc sie uwiazana, ograniczona. Jednak doskonale rozumiem ze długie KP moze powodowac takie uczucia u matki, choc 90% matek karmiacych cycem wychwala ten stan pod niebiosa i ani słowkiem nie pisnie o wadach.
    Choć teraz gdy jestem w drugiej ciazy mam postanowienie takie jak Ty: walczyć o laktację, by to drugie dziecko piło dłużej z piersi niż pierwsze. MOże i mi się uda, tak jak Tobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za was kciuki. Ja na początku była z siebie bardzo dumna, wydawało mi się, że teraz to w 100% mogę jej dać z siebie. Ale z czasem zaczęło to być uciążliwe, zwłaszcza, gdy nie mogę nawet odciągnąć mleka, żeby jej podać. Muszę być ja i już.

      Usuń
  2. Matko kocham Cię za ten ten wpis. Nie ukrywam, że karmienie to coś pięknego, Ale... jest zawsze jakieś ale. Ja nie miałam pokarmu i karmilam butelką. I wcale nie żałuję; ) trzymajcie się ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
  3. niesamowite !
    Przecież o tym sie nie mówi, przecież ten temat trzeba przemilczeć, przecież matka musi lubieć karmić piersią, przecież to takie normalne.
    Tylko ja pamiętam jak łzy leciały mi na ssące mnie dziecko, tylko ja pamiętam ten ból piersi, tylko ja wiem ile mnie to kosztowało. Ale w pewnym momencie wszystko się skończyło, piersi sie przyzwyczaiły, dziecko zakumało o co chodzi , to wtedy czułam tę magię, tę radość, tą dumę. Najpiękniejszy okres macierzyństwa dla mnie to właśnie karmienie piersią.
    Choć wiem i znam takie kobiety, które tego nie lubiły

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że u was wszystko ładnie się poukładało, i że mogłaś czerpać radość z waszej bliskości.:)

      Usuń
  4. Ja też nigdy nie byłam jakąś szczególną fanką, a mam dwójkę dzieci, żadnego nie karmiłam dłużej niz miesiąc. Pierwszy - jak krowa dojna, zapalenia, walka z pokarmem, nieprzespane noce, gorączki. Drugie, pokarmu jak na lekarstwo, panicznie sie bałam karmienia i moje psychika pokarm zablokowała. Nie żałuję, że nie karmiłam piersią. Jest to uwiązanie, i jestem zdania że każdy ma prawo do własnego wyboru w tej kwestii tym bardziej że mleka modyfikowane jakie są dostępne na rynku są tak bogate w witaminy, że, ba, nawet lepsze niż matczyne. O tym ile jest przypadków dzieci z anemią, tego się głośno nie mówi, a takie przypadki są na mleku matki, i niby takie dobre, takie wartościowe, dostosowujące sie do potrzeb dziecko... A anemia, ze skąd anemia...

    Długo wyszło, ale miałam okazję w końcu powiedzieć co sądzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oszukuj sie dalej,ze w mm sa lepsze witaminy niz w mleku matki. Podaj jakies zrodlo naukowe do tego. Masz prawo nie lubic kp, ale nie wypisuj klamstw,ze mm jest w czyms lepsze od mleka matki bo to niczym nie poparta bzdura.

      Usuń
    2. Megi W. koncerny robią wodę z mózgu wielu osobom, a te często nieświadomie powielają i podają dalej brednie, które im wmówiono. Nie mniej jednak wydaje mi się, że Kasia R. miała na myśli po prostu to, że dziecko karmione mm również otrzymuje odpowiednie składniki w pokarmie - a mleko matki - w zależności od jej sposobu odżywiania może być ich pozbawione, bądź zawierać ich śladowej ilości. Tu wszystko "zależy". ;) Tak mi się wydaje... :)

      Usuń
  5. Owszem karmienie to coś pięknego, jednakże nie każda z Nas musi je lubić.....ja karmiłam 7 miesięcy i tak jak ty nie lubiłam karmić w miejscach publicznych (mimo, że u innych mi to w ogóle nie przeszkadza) podczas spotkań rodzinnych i męczyło mnie uwiązanie... Na całe szczęście bardzo łatwo udało nam się płynnie przejść na butelkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas póki co nie ma szans przejścia na butelkę więc trwam i trwam... ;)

      Usuń
  6. Ja starszaka karmiłam pół roku, sam się odstawił, bo przez niską wagę trzeba było wprowadzić butelkę. Młodszego karmiłam 2 miesiące, ale od 2 tygodnia dokarmiany był butelką, bo waga leciała na łeb, na szyje, nie przybierał nic i cały czas chudł. FDo tego stopnia, ze z wagi urodzeniowej 4310 zrobiło się po jakimś czasie 3500 i nie zapowiadało się, żeby miało być lepiej. Także doszła butla i od tamtego momentu walczyłam o mleko. Miałam go coraz mniej i mniej i w końcu powiedziałam dość. Ja się męczyłam, stresowałam, płakałam, dziecko tak samo. Postanowiłam karmić mm, nie dla wygody, ale dla synka, żeby w końcu bez płaczu był najedzony, żeby nie musiał przy każdym jednym posiłku przeżywac tego całego stresu, żeby ładnie zaczął przybierać na wadze, Może nie walczyłam wystarczająco o karmienie piersią, ale nie załuję zbytnio, bo teraz mam najedzone dziecko, wiecznie uśmiechnięte i prawie wcale nie płaczace ;) Zazdroszczę Ci trochę tego karmienia, ze tyle czasu Ci się udało, bo ja też chciałam, bardzo chciałam, ale wyszło jak wyszło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trudno jest walczyć. Mi było ciężko po pierwszym porodzie. Stres, nowa sytuacja, nieprzespane noce i wcześniejsze komplikacje zdecydowanie nie nastawiały mnie pozytywnie. Dlatego teraz postanowiłam walczyć.

      Usuń
  7. Pisałam komentarz i mi go wcielo? Super hihi. W skrócie, masz pełne prawo nie kochać kp tak jak ja nie kocham pierwszych miesięcy całego tego macierzyństwa. Ale dzieci moje kocham najbardziej. Jedno ma prawie 4lata drugie 2mc i tez kp bez jakiegoś specjalnego zadowolenia z tej całej bliskości itp. Cieszę się jedynie ze dostaje to co najlepsze. Lilka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby u was poszło tym razem gładko i obyście miały z tego obie wielką radość.:)

      Usuń
  8. Chyba pierwszy taki post wśród wszystkich blogujących mam, które odwiedzam!!! Dziękuję Ci za niego. Ja karmię piersią już 10 miesięcy i poza myślą, że robie to dla jej dobra nie mam żadnej satysfakcji. Jak słucham czy czytam jak inne mamy uwielbiają karmić i jakie to duchowe dla nich przeżycie to zastanawiam się co ze mną nie tak bo przecież kocham swoje dziecko ale karmienie traktuje jak przykry obowiązek. Pechowo córka jest strasznie oporna na zmianę sposobu żywienia. Butla to zło, stały pokarm jak ma dobry nastrój... ale pierś jest nadal podstawą. Nawet nie chodzi o to, że nie mogę jeść produktów mlecznych bo mała ma alergię, że nie moge napić się wina do obiadu, że jak mam ciepły obiad na talerzu to akurat cycek jest wtedy najbardziej potrzebny, że wyjść na dłużej bez dziecka się nie da. Po prostu karmienie to karmienie, nudne, długie, uziemiające matkę, która i tak czasu ma conajmniej o 100% za mało.
    Pozdrawiam, J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na początku też stwierdzono niby skazę, ale na szczęście szybko minęła i dziś mogę jeść niemalże wszystko. Ale tak jak piszesz - karmienie to karmienie.

      Usuń
  9. W miejscach publicznych chusta to karmienia super się sprawdza... w domu, na niedzielnym obiedzie w rodzinnym większym gronie również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często używam jakiś chust, otulacza albo pieluszki, ale mimo wszystko czuję się skrępowana, nie lubię jak Pola się szarpie, bo jej nie wygodnie, albo coś ją rozproszy i od razu się odsuwa i rozgląda dookoła... Ale tak to już jest, zaciskam zęby i robię co muszę. ;)

      Usuń
  10. Pisałam kiedyś o tym u siebie, miałam dokładnie tak samo i karmiłam tylko dlatego, że miałam pokarm i tak było taniej. Nigdy nie czułam z dzieckiem żadnej więzi, to był tylko obowiązek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taniej to zdecydowanie - mam porównanie.;)

      Usuń
  11. jak byłam w ciąży to zakładałam z góry, że będę karmić piersią, bo to ponoć takie super przeżycie i dla dziecka najlepiej...no cóż. Nie wyszło tak jak zakładałam. Luśka po urodzeniu wcale nie chciała ssać, ja chyba nie miałam cierpliwości, a w szpitalu od razu zaczęli ją dokarmiać i się przyzwyczaiła do butelki. Pokarm w piersiach jest, a ja mam ogromne poczucie obowiązku, że muszę karmić swoim mlekiem więc spędzam długie godziny z laktatorem...ale po 3 miesiącach już kończy mi się niestety zapał :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas za to nie było ani smoczka, ani butelki i teraz Pola za nic w świecie nie chce ani jednego ani drugiego...

      Usuń
  12. Niedługo na świat przychodzi mój synek. Jestem też świeżo upieczoną ciotką; dodatkowo niecały tydzień temu miałam w szkole rodzenia zajęcia z laktacji. Pamiętam też, jak druga siostra karmiła swoją córkę. WIEM, że mleko matki jest super dla dziecka, ale ja wcale nie mam na to ochoty. Moja siostra np. dokarmia swojego synka, a jej mleko pije głównie przez butelkę. Prawdę mówiąc, sama nie wyobrażam sobie, że nie zainwestuję w laktator. Nie wyobrażam sobie życia z dzieckiem niemalże non stop przy piersi, bo nie oszukujmy się, ale tak to w sumie wygląda, kiedy karmi się tylko piersią. Czy bliskości matki z dzieckiem nie da się osiągnąć w żaden inny sposób? To niezupełnie trafiony argument... Zobaczymy, jak to będzie, ale póki co - nie mam specjalnego entuzjazmu w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym zachęcała jednak spróbować, a nuż wam się uda znaleźć wspólny rytm i przeżyjecie coś wspaniałego? ;) Nie trzeba od razu skazywać się na porażkę.:)

      Usuń
  13. Ty wież że ja Cię rozumiem i bardzo podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam jeszcze napisać, że Ty dodałaś mi odwagi do przyznania się do tego. Wcześniej myślałam, że jestem odosobnionym przypadkiem i było mi jeszcze bardziej wstyd - nawet przed samą sobą.;)

      Usuń
  14. O odpornosci dziecka karmionego piersialub mm mozna mowic wkontekscie wielu lat, np do okresu nastoletniego,bo mowimy o dlugofalowych skutkach kp i dlugofalowych skutkach karmienia mm. Mleko matki zawsze bedzie najlepsxym pokarmem dla dziecka . Kp to tez kwesti zdrowia publicznego, a nie tylko wyboru mamy. Nie oceniam Cie, japo prostu nie rozumiem,jak matka moze byc uwiazana przez wlasne dziecko przez cos tak naturalnego jak karmienie piersia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie wszystko wychodzi "już dziś", ale miałam na myśli puste slogany o tym, że (małe) dzieci karmione mm mają gorszą odporność do tych karmionych piersią. Wydaje mi się, że jeśli matka sama sobie a przy tym dziecku nie dostarcza odpowiednich składników w pokarmie - również przyczynia się do słabej odporności. Każdy medal ma po prostu dwie strony.
      A co do uwiązania - też bym nie rozumiała, gdyby to nie były moje odczucia. Jakiś czas karciłam się za nie, było mi jeszcze bardziej wstyd. Ale czy powinnam okłamywać samą siebie? Poza tym mimo wszystko, wciąż nie potrafię drastycznie jej odstawić, więc gdzieś tak z tyłu głowy wciąż coś siedzi. :)

      Usuń
  15. Ja też miałam parcie na kp tak jak i miałam parcie na poród naturalny. Po cesarce przez długi czas borykałam się z wyrzutami sumienia. Karmienia piersią nie wspominam źle, może dlatego że szybko oswoiłam się z laktatorem, co umożliwiło mi wychodzenie do ludzi i też nie pamiętam mlecznych kryzysów co znaczenie ułatwiło sprawę. Wiem jednak co masz na myśli, bo chyba wszystkie mamy za sobą większe lub mniejsze chwile frustracji związane z tym tematem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah laktator, myślę, że odciąganie mleka i podawanie butelką wiele by zmieniło. U nas niestety nie wypaliło...

      Usuń
  16. Tylko jednego nie rozumiem.
    dlaczego nie odstawisz?
    Po co sie tak męczyć?
    Czy presja otoczenia aż tak na Ciebie wpływa?

    Ja karmilam 16 mies. Tez po cc. Poczatek byl bardzo ciężki. Kiedy po kilku miesiacach corka zaczela ladnie lapac a ból w koncu ustal, tez zaczelo mnie frustrowac to ubezwlasnowolnienie.

    Wiem i rozumiem o czym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam chyba możliwości odstawienia - pisałam już wielokrotnie na fb, że Pola za nic w świecie nie chce przekonać się do butelki. Próbowałam już 4 rodzajów butelek o różnych smoczkach, różnych przepływach, próbowałam niekapka... I nic. A przecież nie zostawię jej na pastwę losu?

      Usuń
  17. Czwarty tydzien i juz sie powoli poddaje ...dużo by pisać dlaczego ? Ty byś zrozumiała ... Ale ja nawet zmuszać sie nie potrafię bo nie pozwala mi to cieszyć sie moja córeczką... I druga strona medalu ? Czy mam prawo jej to odebrać ? Tylko wyrodna matka ma pokarm a go nie da .... Na razie mm raz dziennie i kilka razy moje mleko odciągnięte w butelce ale wiem do czego to doprowadzi ... Obym tylko miała siłe ! A Ciebie szczerze podziwiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Próbuj, wiem, że pierwszy miesiąc jest trudny - bez względu na to, czy karmi się piersią czy mm. Nie rezygnuj z czegoś, co może przynieść wam obojgu dużo dobrego. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  19. Przede wszystkim gratuluję, że jesteś w stanie otwarcie o tym mówić.
    Karmienie nie jest łatwą sprawą, to nie same róże, ochy i achy i czysta magia, zwłaszcza, gdy przychodzą problemy, gdy ma się kiepskie wcześniejsze doświadczenia, gdy dziecko jest butlooporne, gdy się jest/dotychczas było mocno niezależnym człowiekiem.
    Myślę, że ty nawet nie chcesz by ci doradzać/wspierać że masz to ciągnąć lub rzucić w cholerę. Ty chyba mimo wszystko wiesz ;) A przecież nie zawsze robi się to, co się lubi, czasem rządzi siła wyższa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nami zdecydowanie rządzi siła wyższa... Póki co nic się nie zmieniło...;)

      Usuń
  20. Masz do tego prawo :) Ja rzuciłam karmienie piersią w trzecim miesiącu i nie widzę abym zrobiła tym cos złego mojej córce ;)
    Butle też są fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  21. nie czytam wszystkich komentarzy, nie daję rady... kłóci się we mnie dosłownie wszystko po Twoim wpisie. nasuwają brzydkie słowa, i cierpka refleksja o naturze, która coraz mniej ma szansę bytu wśród butelek, szczepionek i kaszkach w proszku. Nie chcę żyć w tym świecie. Nie chcę patrzeć na komentarze matek wypisujacych o rzucaniu karmienia po 3 miesiącach, o tym że po tygodniu zrezygnowała, bo nie miała pokarmu. Ot tak, nie miała. Miała do cholery, tylko nikt jej nie pomógł. Te same matki chcą dla dziecka jak najlepiej- zapewne Zara, Emelki, Pan Kupki, Mamoko i inne. Ale butla. Bo wygodne, szybkie, bo do kina można iść, na shopping i najzwyczajniej pospać. A czytalyscie badania porównujące? Czy któraś podjęła świadomą decyzję? Bo Ty podjęłas, karmisz mlekiem. Swoim. Nie dla cieląt, dla ludzi.
    Martwi mnie stosunek do KP. Martwi mnie, że pasiemy dzieci MODYFIKOWANA mieszanką chemiczną. Małe dzieci, bezbronne, bez wyboru. Najbardziej jednak buntuję się przeciwko akceptacji tego wśród nas.

    Nie podzielam Twojego punktu widzenia. Uwielbiam karmić piersią, bo widzę, że daje to zdrowie i bezpieczeństwo dla mojego dziecka. Bo wiem, że to absolutnie najlepsze co mogę mu dać. Za darmo. Po prostu podarować. To jest trudne, bo nie można tego kupić, należy włożyć wysiłek, cierpliwość. Trzeba być dojrzałym i świadomym. Nie to, co Tipi, drogie wózki i bajery do jego/jej pokoju...

    Wywołam walkę. Mam nadzieje. bo to by oznaczało, że jednak pomyslicie o swoich maluchach bez udziału konsumpcjonizmu, skandynawskiego designu i innych zapychaczy życia.

    Jednocześnie pozdrawiam Was wszystkie ciepło, bo wiem, że kochacie te bobasy jak nikogo innego, że każde "poświęcenie" ma limity i że codziennosc nie zawsze sprzyja trudniejszym rozwiazaniom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jo, to że ty uwielbiasz karmić piersią nie znaczy, że inne kobiety też muszą to czuć. Łatwo jest oceniać, a trudno się wczuć w sytuację.
      Każda z nas chce dla swojego dziecka jak najlepiej, ale ma też inną tolerancję i możliwości tego co dla dziecka jest w stanie poświęcić. Wiem, że mleko matki jest dla dziecka najlepsze, ale jeśli jest okraszone stresem, płaczem i bólem to dziecko to również wyczuwa. I wtedy magia karmienia już nie jest taka magiczn.
      Moja córeczka je mleko z butelki, moje mleko. Mogę ją karmić nie tylko, ale również mój partner. Więź między ojcem a córką też jest magiczna, a przy wyłącznym karmieniu piersią nie mieliby na nią szans.
      Acha...i Luśka jest szczepiona. Nie po to nauka i medycyna się rozwija, żebyśmy mieli żyć jak w średniowieczu :)

      Usuń
    2. Droga Jo. Tu nie ma co się oburzać - tak mi się wydaje. Każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej.
      Za pierwszym razem moja walka o pokarm była jednym z najgorszych macierzyńskich przeżyć. Psychicznie i fizycznie poturbowana ( zapraszam do do posta "Mój cud narodzin" ) I rozumiem matki, które nie są wstanie tego unieść. Ja nie byłam, bo w mojej głowie posypało się wszystko.
      Jestem zdecydowanie zwolenniczką wszystkiego co naturalne, jak najmniej chemiczne, modyfikowane itp.staram się moim dzieciom wpajać zdrowe nawyki żywieniowe - nie ważne czy są niemowlakami, czy większymi dziećmi. Nie mniej jednak jestem w stanie zrozumieć, a nawet jeśli nie zupełnie - to chociaż zaakceptować ich wybór, bo mają do tego prawo. A to, że rodzic ingeruje w życie "bezbronnego" jak piszesz, dziecka jest nieuniknione. Dokonujemy lepszych bądź gorszych wyborów w każdej sferze życia, ale wierze, że każda matka ma na myśli dobro swoje, ale także dziecka. Jeśli jesteś w stanie w 100% poświęcić się dziecku - to pozazdroszczę.
      Ja nie jestem w stanie tłumić swoich uczuć. Jeśli na myśl o chwili wolności napływają mi łzy do oczu - uwierz nie są na pokaz.

      Usuń
  22. nie czytam wszystkich komentarzy, nie daję rady... kłóci się we mnie dosłownie wszystko po Twoim wpisie. nasuwają brzydkie słowa, i cierpka refleksja o naturze, która coraz mniej ma szansę bytu wśród butelek, szczepionek i kaszkach w proszku. Nie chcę żyć w tym świecie. Nie chcę patrzeć na komentarze matek wypisujacych o rzucaniu karmienia po 3 miesiącach, o tym że po tygodniu zrezygnowała, bo nie miała pokarmu. Ot tak, nie miała. Miała do cholery, tylko nikt jej nie pomógł. Te same matki chcą dla dziecka jak najlepiej- zapewne Zara, Emelki, Pan Kupki, Mamoko i inne. Ale butla. Bo wygodne, szybkie, bo do kina można iść, na shopping i najzwyczajniej pospać. A czytalyscie badania porównujące? Czy któraś podjęła świadomą decyzję? Bo Ty podjęłas, karmisz mlekiem. Swoim. Nie dla cieląt, dla ludzi.
    Martwi mnie stosunek do KP. Martwi mnie, że pasiemy dzieci MODYFIKOWANA mieszanką chemiczną. Małe dzieci, bezbronne, bez wyboru. Najbardziej jednak buntuję się przeciwko akceptacji tego wśród nas.

    Nie podzielam Twojego punktu widzenia. Uwielbiam karmić piersią, bo widzę, że daje to zdrowie i bezpieczeństwo dla mojego dziecka. Bo wiem, że to absolutnie najlepsze co mogę mu dać. Za darmo. Po prostu podarować. To jest trudne, bo nie można tego kupić, należy włożyć wysiłek, cierpliwość. Trzeba być dojrzałym i świadomym. Nie to, co Tipi, drogie wózki i bajery do jego/jej pokoju...

    Wywołam walkę. Mam nadzieje. bo to by oznaczało, że jednak pomyslicie o swoich maluchach bez udziału konsumpcjonizmu, skandynawskiego designu i innych zapychaczy życia.

    Jednocześnie pozdrawiam Was wszystkie ciepło, bo wiem, że kochacie te bobasy jak nikogo innego, że każde "poświęcenie" ma limity i że codziennosc nie zawsze sprzyja trudniejszym rozwiazaniom.

    OdpowiedzUsuń
  23. ja karmiłam jednego, najstarszego przez poł roku, nie wspominam tego dobrze, teraz karmie butelką i jestem szczesliwa ja i maluch tez

    OdpowiedzUsuń
  24. I dla mnie to nie była żadna magia. Gryzienie piersi dziąsłami, pokąsane brodawki, ból, konieczność odciągania pokarmu, bo piersi produkowały za dużo... Płacz, bezsilność... Połowę (większość?) ubrań musiałam pochować, bo nie potrafiłam ich podciągnąć, żeby cyca do karmienia wyjąć - albo koszulka się zsuwała na głowę synka (gdy była podwinięta), albo nie miała takiego dekoltu, który pozwalałby na odkrycie piersi. Masakra... Byłam nieszczęśliwa w sumie, przyklejona do tego dziecka i zmuszona do robienia czegoś, co wydawało mi się właściwe i potrzebne, ale bardzo ograniczające... Jak robienie kupy :P - żadna magia, po prostu zwykła fizjologia. A potem te ulewania, brudne ciuchy, zmoczone tetry i plamy na koszulce... Łączę się z Tobą!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś <3