Nasze cztery.

10:26



Miałam marzenie, o tym domu, o ogrodzie,  o fotelu i ogniu w kominku. On miał marzenie o sadzie i kozie w ogrodzie. 
Miałam marzenie o naszych własnych czterech ścianach. Ciszy, spokoju, samotności i intymności. O tym, czego najbardziej nam dotychczas brakowało.
Będąc ze sobą osiem lat, mieszkając wspólnie niemalże 6 lat -
Nigdy nie mieszkaliśmy sami. 

Ostatnie trzy lata to była dla nas ciężka przeprawa i choć jestem dozgonnie wdzięczna moim rodzicom, że oddali nam pół domu do dyspozycji. Że nie musieliśmy startować z kredytami,  bądź bawić się wynajmowanie i spłacanie cudzego kredytu. To dzisiaj serce bije mi mocniej na myśl, że w końcu się stąd wyprowadzimy.  
Decyzja nie była wcale tak łatwa i wiele osób pukało się w czoło - bo czego my jeszcze chcemy?
Źle nam? Dom, ogród? Spokojna okolica, stosunkowo niskie opłaty, brak przybitej piątki z bankiem. Dobre warunki, dobry start.

Gdybym wiedziała, że to wszystko tak się potoczy. Że wspólne mieszkanie tak bardzo zniszczy relację moje i mojej matki, ale też wpłynie na moje relacje z Jot. Że będę żałowała niemalże każdego miesiąca spędzonego tutaj  i że żarty o treści " albo się stąd wyprowadzimy, albo w końcu się rozwiedziemy", przestaną być aż tak zabawne. Gdybym to wszystko wiedziała, nie podjęłabym decyzji o powrocie do rodzinnego miasta.

Po trzech latach przyszedł ten czas, gdy powiedzieliśmy. że wystarczy. Że żadne  (oszczędzone) pieniądze nie są warte psucia naszych relacji i zszarganych nerwów.

Czasami do podjęcia ostatecznych decyzji potrzeba po prostu przypadku. Jakiegoś tchnienia, które własnie w tym, a nie w innym momencie sprawia, że dostajemy to czego potrzebujemy.
Gdy dowiedziałam się, że znajomi sprzedają mieszkanie po dziadku zaproponowałam Jot., żebyśmy może się nim zainteresowali. Mój mąż nie był ani ciut nim zainteresowany. Bo za małe, bo nie takie, bo może jednak pomyślimy o domu... Więc nie nalegałam, ale gdzieś tam z tyłu głowy ciągle je miałam.

Poczyniliśmy pierwsze kroki ku zbadaniu naszej zdolności kredytowej - bo przecież  tylko On zarabia na naszą rodzinę. Nie było tak źle jak myśleliśmy.
Oglądaliśmy domy, oglądaliśmy mieszkania. Spędzaliśmy godziny przeglądając oferty w internecie. I ciągle nic. 
Aż na świat przyszła Pola, a w raz z nią masakryczny spadek zdolności kredytowej. Spodziewaliśmy się, że tak będzie - ale nowy rok, jakiś nowy przelicznik i nowy członek rodziny sprawiły, że nasze marzenia musieliśmy schować do kieszeni. Czarna rozpacz przed oczami. Krzyk,że nie dam rady tak dłużej mieszkać.

Wtedy znów do głowy przyszło mi to mieszkanie po dziadku znajomych - wiecie, tonący brzytwy się chwyta...

Znacie to uczcie, gdy wchodzicie gdzieś i czujecie się... jak u siebie? Tak po prostu?
Ja tak poczułam się, gdy tylko przekroczyłam próg tego dziadkowego mieszkania. Miało w sobie jakąś aurę, która sprawiła, że nie szukałam w nim wad, tylko od razu łapałam się na tym, że w głowie urządziłam poszczególne pomieszczenia.
Poczułam, że jest takie "nasze". Skrojone na miarę - choć sam metraż może uwierać.
Nie miałam wątpliwości, że to właśnie to i robiłam wszystko, by rozwiać wątpliwości Jakuba, który za nic w świecie nie chciał się przekonać do jego wielkości.

Zazwyczaj przyjmuję zasadę, że jak mam wątpliwości to odpuszczam. Ufam jednak swoim przeczuciom i pierwszym myślom o czymś. Wierzę , że tym razem też się nie zawiodę. 

Bo nawet jeśli ciasne, to jednak Nasze. 







You Might Also Like

29 komentarze

  1. Ciesze się że w końcu będziecie na swoim i relacje z niektórymi wrócą do normalności i jednocześnie podziwiam bo Ja, My, nie umielibyśmy, nie dalibyśmy rady mieszkać z kimś pod jednym dachem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na początku to był okres studiów - więc mieszkanie studenckie. Później porzuciliśmy Wrocław i wróciliśmy do naszego rodzinnego miasta. I to był wielki błąd. Ja teraz napawam się myślą o "samotności" we własnym mieszkaniu. Spokoju i ciszy. ;)

      Usuń
  2. Trzymam kciuki za Was i za Wasze miejsce! <3

    Daria/ Mama Poli i Olka

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoja historia kolejny raz potwierdza to, co słyszę od wielu młodych małżeństw. Że lepiej żyć o suchym chlebie i wodzie ale nogi trzymać pod własnym stołem. Nawet własne ciasne 4 kąty i kredyt są lepsze niż wygody i oszczedności u kogoś. My zaryzykowalismy i już 3 roku spłacamy kredyt za nasz dom. Wiedziałam że mieszkanie z kimkolwiek (obojetnie czy moja tesciowa, czy moi rodzice) skonczyłoby się jak u Was. A tak żyjemy z nimi dobrze, bo mieszkamy u siebie. Bywa ciezko. U nas w drodze 2 dziecko a ja dostałąm wypowiedzenie, tez nie wiem co bedzie. Ale jakos damy rade, musimy. Tego i Wam zyczę z całęgo serca. By nowe mieszkanie dało Wam wiele radosci, wolności, miłości i upragnionego spokoju

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki Kochana. )U nas tak naprawdę rata kredytu niewielka, zbliżona do średnich rocznych wydatków na utrzymanie domu, więc aż tak tego finansowo nie odczujemy, za to bank wie od nas lepiej ile potrzebujemy pieniędzy na życie... a wierz mi, gdybyś faktycznie wydawali tyle co bank przewiduje to pławiłabym się w luksusach. ;) Ale jaki kraj taka polityka prorodzinna... :)
      Trzymam za was kciuki! Na pewno sobie poradzicie <3

      Usuń
  4. Mamy za sobą podobne perypetie mieszkaniowe. I choć byłabym bardzo nieuczciwa narzekając na relacje w domu, to bardzo dobrze wiem o czym mówisz, gdy wspominasz o braku intymności, przestrzeni do życia. My zdecydowaliśmy się na budowę domu i od kiedy machina ruszyła łatwiej się mieszka "na kupie" (poza nami i moimi rodzicami mieszkają jeszcze moi dwaj bracia), bo człowiek jest ukierunkowany na cel i wie, że to już niedługo, że to tuż, tuż... Kredyt, który kilka lat temu tak przerażał teraz tez nie wydaje się taki straszny. Życzę Wam żeby na nowym było tylko lepiej i lepiej. Jestem pewna, że jak się wprowadzicie, to i Jot poczuje, że jest nareszcie u siebie. Pozdrawiam i czekam na kolejne kadry z Waszego M :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym chciała już teraz natychmiast. Mogę mieszkać nawet "na remoncie". ;) Ale od przeprowadzki dzieli nas zaledwie miesiąc, więc jeszcze jakoś wytrzymam. :)
      A kadry będą, ale niestety te "przed' umarły wraz z kartą pamięci. ;)

      Usuń
  5. Będzie niesamowite... te białe ściany wypełnia obrazy, po tej ciemnej podłodze będą biegać bose stópki! Coś pięknego... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat podłoga do wymiany :p
      Ale jakakolwiek ona nie będzie- oczami wyobraźni widzę Polę stawiającą tam swoje pierwsze kroki. :)

      Usuń
    2. Przyznam, że podłoga na zdjęciu prezentuje się dobrze:)
      Ale wyczynem byłoby ciemną podłogę utrzymać w idealnej czystości :)

      Usuń
  6. aż tak male jest? ja tam widze w nim magię <3 i dziś iedy mieszkam na nie swoim mieszkaniu (własnośc mego ojca) a widomo rozwodu rodziców dopadlo nas jak zmora... wwszystko się zmienilo, nerwy o mieszkanie (tu gdzie teraz jestem 64m2) sprawily ze nie chce tu byc... zle mi tu i ciągle sie denerwuje a zŁ kłoce... mam dosyc wolałabym miec maciupkie mieszkanie a moje... i chyba tak bedzie bo za nim na naszej pustej działce stanie dom to osiwieję a nerwy zjedza mnie do konca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję Ci. Doskonale wiem jak problemy innych mogą wpłynąć na wspólne mieszkanie i poczucie dyskomfortu w nim...
      A czy AŻ tak małe jest? Nie wydaje mi się... 50 m2, aktualnie mieszkamy na 60 m2... Za każdym razem myślę sobie,że przecież ludzie mieszkają na 35m2, mają dwójkę dzieci i dwa pokoje- a mimo wszystko żyją i są szczęśliwi. :))

      Usuń
    2. masz rację metry na jakich żyjemy nie sa tak wazne jak to z kim żyjemy... my aktualnie jeszcze na 60m2 ... a jak długo tu zostaniemy kto wie... ja juz mam dosyć... i teraz doskonale rozumiem co czujesz ... i to jak ludzie potrafia przytłoczyc... ale muszę wytrzymać jeszcze troszkę, ściskam was :*

      Usuń
  7. Mieszkałam z teściową przez miesiąc kilka lat temu i powiedziałam sobie nigdy więcej. Chodź teraz uważam, że moja teściowa nie jest zła. Sądzę, ze po jakimś czasie pod jednym dachem byśmy się pozabijały. Ja nadal żyje na wynajętym mieszkaniu, Ale mam spokój i ciszę; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już Ci kiedyś pisałam, że nas blokowało to, że wynajem u nas w mieście kosztuje drugie tyle co rata kredytu... W naszej głowie totalnie nieopłacalne... :) Ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy ma potrzebę "posiadania" własnego m. ;)

      Usuń
    2. Już Ci kiedyś pisałam, że nas blokowało to, że wynajem u nas w mieście kosztuje drugie tyle co rata kredytu... W naszej głowie totalnie nieopłacalne... :) Ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy ma potrzebę "posiadania" własnego m. ;)

      Usuń
  8. My od początku wiedzieliśmy, że weźmiemy kredyt i będziemy mieć swój dom. Wolę płacić 30 lat, a mieć swój kąt gdzie mogę robić co chcę niż mieszkać z rodzicami lub teściami i się męczyć. Dobre posunięcie. Czekam na efekty;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsza decyzja. :) My musieliśmy swoje odczekać ( 1,5 roku), aby mąż otrzymał umowę na stałe po zmianie pracy. ;) A potem nie było już wątpliwości. :)

      Usuń
  9. 50 m2 to nie tak mało :)
    u nas też bodźcem do wzięcia kredytu, był moment. Mój mąż był przeciwnikiem kredytów, ale mój ojciec jednego dnia zdenerwowal, go na tyle, że przyszedł do mnie i powiedział - "bierzemy kredyt, przeprowadzamy się, bo ja tu się źle czuje"
    Budowa już była w toku, ale daleka perspektywa przeprowadzki, bo funduszy brak na wykończenie. Kredyt przyspieszył o kilka lat nasze marzenie.
    W grudniu chcielibyśmy się przeprowadzić, a ja już siedzę "jak na jajku" i doczekać się nie mogę .
    Wiem, że będzie ciężko, bo tylko mąż aktualnie pracuje, ale zawsze to będzie tylko nasz kąt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to trzymam kciuki za prędką przeprowadzkę ! Na pewno własny kąt wynagrodzi wam nieco uszczuplony budżet. :)

      Usuń
  10. Ja z moim m. mieszkałam po ślubie prawie 2 lata u moich rodziców. To był najgorszy okres w naszym związku. Doskonale więc wiem o czym piszesz. Po dwóch latach porzuciliśmy moich rodziców i piękny duży dom z pięknym ogrodem i wyprowadziliśmy się do małego mieszkania w mieście. Wszyscy się wtedy dziwili co my robimy. Teraz, po 13 latach uważam, że była to jedna z najlepszych naszych życiowych decyzji. Nie było łatwo ale było warto. Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dajesz mi nadzieję na to, że moje "oczekiwania" się sprawdzą i będę miała takie same odczucia jak Ty.:))

      Usuń
  11. My mamybza soba prawue cztery latat podnwspolnym dachem u tesciow..mase remontow i wydanych na nie pieniedzy..male rok temu bez zalu to wszystko zostawilam...mialam dosyc i mieszkanie w blogu bylo dla mnie wybawieniem...teraz kupilismy dzialke i marzenie o domu tym razem wlasnym jest bardziej realne;))) Powodzenia;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My również wyremontowaliśmy całe piętro u rodziców, niczym jednak są te pieniądze i nie boli mnie, że "zostaną" tutaj. :) Naszym marzeniem jest budowa domu za kilka lat. :)

      Usuń
  12. zajrzyj do mnie bo chyba mamy wiele wspólnego :) właśnie podjęliśmy decyzję o przeprowadzce choć ledwie skończyliśmy remont w połowie domu rodziców . Czas postawić wszystko na jedną kartę bo jak nie dziś to kiedy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My za długo zwlekaliśmy, wyżej już pisałam, że pieniądze wsadzone w remont nie bolą mnie ani ciut. Robiliśmy to dla siebie i korzystaliśmy z tego jakiś czas. ;) Rodzice będą mieli za to problem z dziurami w ścianach, bo ja mam obsesje na punkcie wieszania na ścianach zdjęć, obrazów itp. :D

      Usuń
  13. Trzymam kciuki nie tylko za mieszkanie, ale i za to że wasze relacje z mamą ulegną poprawie. Że ciśnienie zejdzie, pamięc trochę przerzedzi te złe wspomnienia i będziecie mogły choć trochę od nowa zacząć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy od siebie odpocząć. Obie, bo wspólny czas przyniósł nam wiele rozczarowań sobą i przykrości. Ale znam swoja mamę i wiem, że obie potrzebujemy trochę czasu, żeby wyjść na prostą.

      Usuń

Dziękuję, że jesteś <3