Kryzys laktacyjny numer sześć tysięcy siedemset.

11:36


Wiedziałam, że przy karmieniu naturalnym czeka mnie niejeden kryzys.  
Wiedziałam, że będą  momenty gorsze, tragiczne wręcz i rozwalające mnie na kawałki.
Wszystko wiedziałam.
Wiedziałam nawet, że być może i tym razem nie uda mi się tego pociągnąć.
Na wszystko byłam przygotowana.
Teoretycznie.
Wmówiłam sobie, że chociaż tez cztery miesiące, że będę się starać.
Starałam się. Przekroczyłam wszelkie mentalne granice jeśli chodzi o karmienie piersią, na siedząco, na leżąco, w łóżku, na kanapie, u teściów. W miejscach publicznych - co wcześniej wydawało mi się nie do pomyślenia  - a pierwsze razy sprawiały, że oblewałam się potem.
Robiłam to ciągle i na zawałowanie. Dawałam całą siebie i nie dawałam sobie wmówić, że mam za mało pokarmu, że dziecko się nie najada.
Robiłam tak jak chciałam.

Minęła magiczna granica czterech miesięcy i padłam na twarz. Przed oczami mam wizję butelki, która rozwiązuje wszystkie moje problemy. Pozwala wreszcie odpocząć, oderwać od siebie dziecię, które wysysa ze mnie wszystko, całą energię, całą chęć działania.

Walczę ze sobą, bo  z jednej strony ma już dość ciągłego wisielca, tego, że nie mam nawet pięciu minut spokoju, ani chwili dla siebie, ani wieczoru dla nas dwojga. Z drugiej natomiast widzę ją, uśmiechniętą te pierwsze minuty po odstawieniu od piersi.
Czuję tę magiczną więź, która jest między nami - a o której wcześniej myślałam, że to po prostu bajki i nic takiego się nie zdarza. 'Psychiczne Matki Polki wymyśliły sobie teorię na poparcie swojego długowiecznego karmienia. "
A teraz mam porównanie, bo przecież pierwsza niemalże od początku na mm, potocznie nazywanym paszą. 
I ta więź i psychiczne uzależnienie ( matki, a domyślam się, że i córki) istnieje.

Fizycznie jestem wykończona, mentalnie nie jestem gotowa na odstawienie (?). 
Tak naprawdę marzy mi się odpoczynek. Jeden dzień wolności. Czas na nadrobienie zaległości, zrobienie czegoś dla siebie, bez konieczności myślenia kiedy się obudzi ( jeśli w ogóle zaśnie), kiedy będę musiała ją nakarmić, czy sama zjem kiedykolwiek jakiś posiłek w spokoju.

A przecież to nie pierwszy taki kryzys.



I albo przetrwamy, albo padniemy obie. 
Niestety dziś szala przechyla się w drugą stronę.








You Might Also Like

12 komentarze

  1. Wiem,że to trudne;) Sama o to walczyłam kilka miesięcy, włączając trzyjrotną wizyte doradczniki laktacyjnej (świetna kobieta i fachowe wsparcie, także lekarskie, bo była lekarzem). W czwartym miesiącu rzeczywiście był kryzys, ale w piątym już minął i karmiłam malucha do 9 miesiąca. W 9 sam się synek odstawił od piersi z powodu ataku zębów, gdyż rosły 4 jednoczesnie. Po tym oncydencie ściągałam mleko laktatorem, aż do 14 miesiąca, gdy odkryłam, że maleko nie jest mu zupełnie potrzebna. Przesypia całą noc, a sztuczne służy nam tylko do przygotowania budyniu;) Teraz wiem, że warto tak długo walczyć o mleko, dlaczego? Bo Miłoszek nigdy nie chorował przez ten czas, jest to najzdrowsza forma żywienia dziecka i więz emocjonalna, która powstaje, jest niezastapiona;) Warto!

    OdpowiedzUsuń
  2. O rety, ale literówki się wkradły, klawiatura się zbuntowała, PRZEPRASZAM

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój wpis utwierdza mnie w przekonaniu, że karmienie "na żądanie" nie jest wcale takie świetne jak się powszechnie uważa. Jakoś instynktownie nigdy ta forma do mnie nie przemawiała i gdy 3 lata temu urodziłam pierwszego syna, zdecydowałam się karmić go w miarę stałych odstępach - co 2-3 godziny, nie wybudzałam go specjalnie w nocy na karmienie. Dodatkowo w miarę możliwości ściągałam pokarm, żeby od czasu do czasu podać go małemu w butelce (dzięki temu w karmienie angażowany też był tata. co więcej nie miałam potem problemu z przejściem na mleko zastępcze z butelki, o czym wiele moich koleżanek karmiących od początku na żądanie mogło tylko pomarzyć - maluchy za nic nie chciały chwycić butelki). Uważam, że mój syn na wybranej przeze mnie formie karmienia nic nie stracił - pięknie rósł i przybierał na wadze, dość szybko ustalił mu się rytm dnia, nasza więź z pewnością na tym nie ucierpiała (osobiście dużo większą więź czułam z synem jak nosiłam go w chuście,niż podczas karmienia;)). Już niedługo urodzę drugiego syna i zamierzam postąpić tak samo. Praktyka pokaże, czy postąpiłam słusznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. U.mnie minelo 5,5 miesiaca i momentami mam kryzysy ale trwam dalej wmawiam sobie ze dam rade. W dodatku Ulka ma skaze bialkową i od pół roku ani grama mleka, śmietany jigurtu i pochodnych nawet kawalka czekolady. Daje rade ale od dwóch dni oróbuhe dac mleko z butli moje ściągnięte bo za kilka dni muszę malutką zostawić na 6 godzin z babcią a maleńka odmawia butli. Nie i koniec dopoki nie bedzie cieplutkiego cycusia to nie uspokoi sie te dwa dni mam kryzys emocjonalny bo nie wiem co zrobic

    OdpowiedzUsuń
  5. Karmiłam 11 miesięcy. upierdliwe, męczące fakt....
    Ale pośród tych wszystkich strasznych rzeczy dużo gorzej wspominam późniejsze przejście na mm i jak młody sie darł ze chce jeść a tu woda jeszcze sie nie ugotowała potem wlałam za dużo zimnej, potem źle dokręciłam smoczek i połowa zawartości oblała mnie, meble i podłogę... i strach co będzie jak puszka w nocy wymknie się z rąk (a akurat będzie ostatnia) i drogocenna zawartość przepadnie?
    i jeszcze jedna fajna rzecz... F. nie chorował. Nawet kiedy poszedł do przedszkola to na tle innych dzieci poza katarem nie chorował (nie choruje). Może naiwnie ale jakoś chce wierzyć ze to właśnie przez to...

    http://meals-a.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. jak już nie raz pisałam KP nie lubię, baaardzo!
    moim zdaniem nic na siłę ;) szczęśliwa i wypoczęta mama to szczęśliwe dziecko!

    kryzysu psychicznego TWU TWU nie miałam żadnego, ten pot o którym pisałaś przy karmieniu dokładnie znam, gdyby mi przyszło zrobić to 3 lata temu wolała bym zamknąć się w toalecie...
    ale żeby nie było tak kolorowo, psychicznego nie było za to 2 dni temu, pół cycka mi ztwardniało prze pół dnia bolało nawet przy ruchu ręką, wieczorem znalazłąm przyczynę- zatkany jeden kanalik, ulżyło dopiero po PRZEBICIU GO IGŁĄ na samą myśl mi słabo! boze dlaczego to jest takie trudne?! a wg opinii wystarczy przystawić, poczekać i gotowe.. taaa jasne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Musisz sama wiedzieć i czuć kiedy przestać, by nie robić nic na siłę (w końcu też musimy myśleć o sobie) Ja karmiłam 7 miesięcy miewałam kilka kryzysów, ale jakoś je pokonałam..powrót do pracy w moim przypadku rozwiązał wszystko...A z karmieniem w miejscach publicznych jakoś nie miałam problemów ;) nie zwracałam uwagi na ludzi wokoło ;)
    Trzymam kciuki, by kryzys szybko minął..

    OdpowiedzUsuń
  8. Myslalam, ze tylko ja tak mam...Moj synek ma prawie 6 mies. i od 6 mies. nie przespal nocy, budzi sie czesto, nad ranem nawet co godzinke, nigdy nie przespal dluzej niz 3,5 godz. Ale poki co trwam, bo i tak nie potrafi chwycic butelki, probowalam

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś twarda kobieta. Sądzę, że wszystko będzie dobrze... czasami potrzeba czasu chociaż jedyne czego nam brakuje to cierpliwości. Ale cóż ja na ten temat wiem... i mnie kryzys wykończył

    OdpowiedzUsuń
  10. Fakt, kryzys laktacyjny jest mega stresem i przechodziłam przez to i wiele godzin przepłakałam. Pomogła mi moja położna, która kazała pić herbatkę ziołową na pobudzenie laktacji i zadziałało. Potem, żeby uniknąć takich sytuacji to piłam już tę herbatkę do końca karmienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Też miałam takie kryzysy, i jakoś je przechodziłam..Dasz radę ściskam. A nawet jeśli zadecydujesz że jdnak nie koniec nie masz siły to tez nie powód żeby Cię zlinczować, prawić kazania. Najważniejsze to szczęśliwa mama bo za tym tylko idzie szczęśliwe dziecko. Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jestem w podobnej sytuacji,karmie od 3 mcy i od poczatku jest bardzo ciezko,moja coreczka wisi na piersi caly dzien i jest krzyk przy odstawieniu,nie mozna wyjsc na spacer ani nigdzie z domu bo placze z glodu, w nocy nie spi lub budzi sie co godzine,w dodatku przestala przybierac na wadze. Od tygodnia dokarmiam ja mm i pieknie je,spi i stala sie pogodna i usmiechnieta, mysle,ze bede ja dokarmiac dalej bo nie mam juz sily
    Asia

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś <3