Czy stać mnie na drugie dziecko ?

21:22

Tyle się mówi o tym, że "dziecko kosztuje". 
Kosztuje owszem, ale my również kosztujemy - nasze przyjemności, nasze rozrywki, nasze zachcianki, bez których tak naprawdę jesteśmy w stanie funkcjonować,a mimo wszystko dogadzamy sobie. 
Na co dzień, świadomie czy nie  z naszymi wydatkami znacznie wykraczamy poza minimum egzystencjalne.

Czy stać mnie na dziecko? ( Odpowiedź pojawiła się kiedyś TU)
Czy stać mnie na DRUGIE dziecko?

Na początku dziecko kosztuje nas tyle ile sami chcemy / jesteśmy w stanie na niego wydać.
Można wyliczać:pokarm - ale jedne matki zaprą się i będą karmić piersią min. do 6 m-ca, a inne od razu skoczą na MM.  
Jedne matki będą gotowały zupki w domu, inne wybiorą słoiczki dla oszczędności czasu i swojej energii.
Można wyliczać drogie kosmetyki, drogie ubranka, drogie gadżety, zabawki - ale można posiłkować się tańszymi zamiennikami, kupować w second-handach, zbierać po znajomych. 

Gdybym miała kierować się względami ekonomicznymi, chyba nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko.
No, może ja bym się zdecydowała, bo jednak nie one grają u mnie pierwsze skrzypce...
Ale nie ma co ukrywać - wiele osób nie decyduje się na dziecko dopóki nie poczuje stabilizacji finansowej, nie zdobędzie kolejnego awansu, nie spłaci 1/2 zaciągniętego kredytu hipotecznego.
Albo po prostu-  nie będzie w stanie zrezygnować ze swoich własnych przyjemności - jadania "na mieście", drogich wakacji, nowych gadżetów elektronicznych. 
Chęć posiadania i zaspokajania swoich potrzeb wygrywa z potrzebą posiadania dziecka, rodziny, ciepła domowego ogniska.

Być może trend ten się zmienia - "mądrzy ludzie" przewidują, że to będzie pierwszy rok, gdy przyrost naturalny będzie dodatni, choć ja nie mam pewności czy nie jest to tylko czcze gadanie w kontekście Karty Dużej Rodziny czy ulg podatkowych na kolejne dzieci.  Oczywiście są to działania in plus, ale nie  wiem czy wystarczająco zachęcające do "robienia" sobie kolejnego dziecka...

Mimo to, my matki ( gdy już nimi zostaniemy z wyboru, czy z przypadku), mamy w sobie chyba dotąd nienazwany instynkt, który pozwala nam przetrwać w najtrudniejszych warunkach - tak, aby naszym dzieciom było jak najlepiej.
Szukamy zamienników, stajemy na głowie i odejmujemy sobie od ust, żeby tylko nasze dzieci były najedzone, żeby były szczęśliwe i żeby miały choć ciut tego, czego pragną. Kombinujemy na wszelkie sposoby, choć często jesteśmy w tym niedoceniane i w oczach dzieci, a nawet osób bliskich "staramy się za mało".

Być może to właśnie presja otoczenia wpływa na naszą niemożność / nieumiejętność podjęcia decyzji, zrobienia kilku kroków do przodu.
Szaleńczy pęd otaczającego nas świata sprawia, że częściej myślimy o zmianie telewizora niż o powiększeniu rodziny. Rodziny, która (wg. mnie) daje poczucie bezpieczeństwa i "posiadania" największego dobra jakie może spotkać człowieka.

Wobec tego czy stać mnie na drugie dziecko? 
Kierując się powyższymi wytycznymi - zdecydowanie nie. 

Nie przeżyłam jeszcze wakacji mojego życia, nie posiadamy telewizora ( choć to raczej z wyboru... ;)), nie zdarzyło mi się jeszcze awansować, ba nawet pracy w "zawodzie" jeszcze nie miałam okazji podjąć, nie mam własnego m-ileś-tam, choć wizja kredytu ciąży już na nas (wprawdzie nie "ciąży" bardziej niż aktualnie Brzuszkowa... )
Jednak, gdybym miała brać to wszystko pod uwagę - nie wiem czy znalazłby się odpowiedni czas na podjęcie takiej decyzji.  Kiedykolwiek. 

Mimo wszystko, wierzę, że przychodzi taki czas, gdy dla znacznej części z nas, względy ekonomiczne przestają być tak szalenie istotne i wygrywa z nimi instynkt,  który ma w sobie coś takiego, co nie pozwala nam "zginąć" i daje kopa do działania. 
W tym wszystkim potrzeba chyba jakiejś bliżej nieokreślonej siły sprawczej, która pokieruje naszym życiem w ten czy inny sposób - nim sami podejmiemy decyzję o pierwszym, drugim czy kolejnym dziecku.

Mam więcej niż mogłoby się wydawać, bo nie czuję się wyrodną matką, a moim dzieciom niczego nie brakuje. Staram się jak mogę.

Jak sobie ulżyć w czasach kryzysu, zaoszczędzić na wyprawce i tym co można zrobić samemu - w następnym poście...;)













You Might Also Like

26 komentarze

  1. U nas nawet nie było rozważania ekonomicznych podstaw decyzji o drugim dziecku. Teraz patrzę na to i widzę, że drugie dziecko kosztuje mniej - my akurat trzymaliśmy rzeczy po Lulce, bo wiedzieliśmy, że drugie wcześniej czy później chcieć będziemy. I fakt, ze jak pierwsze dziecko mocno zmienia perspektywę - czy to w kontekście wakacji/gadżetów/szaleństw to przy drugim tej zmiany nawet nie zauważasz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że drugie i kolejne dziecko kosztuje mniej z uwagi na doświadczenie. Wiemy co nam niezbędne, nie okupujemy się każdą nowinką. Mamy jakieś pojęcie o tym z czym nam najwygodniej. Może później gdy zacznie się szkoła, może wtedy będzie trudniej. Choc ja akurat jestem z tych że jak jedno odchować dam radę to i dwójkę czy trójkę również.
    Gdybm z punktu ekonomicznego miała podjąć decyzję o potomstwie, pewnie byłabym po dziś dzień bezdzietna. Ale mój instynkt, potrzeba kochania, chęć poszerzania tego co cudowne jest jednak silniejsza. I wiem że damy radę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby każdy podejmował decyzję o posiadaniu dzieci kierując się tylko zasobnością portfela, to kiepsko widzę losy ludzkości :) A drugie dziecko kosztuje znacznie mniej niż pierwsze, bo już wiadomo na co warto wydać kasę, a co jest niepotrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi życie już trochę utarło nosa w tym temacie. Nie da się zaplanować wszystkiego. Z perspektywy czasu uważam, że jeśli chce się mieć dzieci, to każdy moment jest dobry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zawsze znajdzie się jakieś wyjście z sytuacji - tylko trzeba chcieć, bo jak się rozłoży ręce i stwierdzi, że "co tam praca, niech dadzą zasiłek" a potem biadoli jak to ciężkow życiu , to to nie jest wyjście sytuacji

      Usuń
  5. piszesz to o czym ja myślę już długo. i miło jest widzieć, że ktoś myśli podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja myślę, że gdy bardzo chce się mieć dzieci, to finanse nie są przeszkodą. Wiadomo, dzieci kosztują, ale czy nie warto dla nich poswięcić naszych przyjemności?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drugiej strony nie ma też co popadać w skrajność i rezygnować ze wszystkiego... :)

      Usuń
    2. Ja nie mówię o skrajnościach;) Ale patrząc na to z praktycznej strony, mając dwójkę dzieci ciężej jest wypuszczać się na miasto więc wychodzi się mniej;) I już jest oszczędność;)

      Usuń
    3. A to prawda - choć jeszcze nie testowałam :D

      Usuń
  7. Wszyscy mowia ze finanse malo wazne...owszem Jednak nie wyobrazam sobie podjac decyzji o dziecku nie majac pewnosci i poczucia bezpieczenstwa finansowego. Nue mowie tu o wakacjach za granica czy markowych ciuchach tylko o tym czy po prostu starczy na zycie, na jedzenie , na oplaty czy przedszkole. Wiec niby finanse niewazne a jednak troche wazne. Sama miloscia niestety czlowiek nie wyzyje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, prawda, ja bardziej miałam na myśli nasze " zachcianki" i rzeczy, które nie są nam "niezbędne". ;)) Nie ma co ukrywać - lubimy rozpieszczać i siebie i nasze dzieci. :))

      Usuń
    2. Aa no tak. Przyjemnosci tez sa wazne, nawet po to by nie byc potem sfrustrowana matka ktora nie moze zrobic nic dla siebie . Wtedy trudno sie cieszyc pomimo najwiekszej milosci. Zawsze w zyciu jest potrzebne cos tylko dla nas , tak egoistycznie no i rowniez dla dzieci - w koncu chcemy dla nich jak najlepiej :) mysle ze tu trzeba myslec i sercem i troszeczke rozsadkiem. Choc idealnego momentu nigdy nie ma:))

      Usuń
    3. Ale nikt mi nie w mówi,że jak ma się jedno to można i drugie i trzecie... Fizycznie to oczywiście ,że można :) A ja jednak chce zapewnić swojej córce wakcje za granicą co najmniej raz w roku i własny kąt w mieszkaniu. Nie sztuką "narobić" sobie dzieci a potem myśleć "byle do pierwszego". I ta wspomniana frustracja matki .... ja kocham podróze i kilka w roku musze odbyć, po prostu muszę, inaczej nie byłabym sobą. I chodź marzy mi się siostra dla córki to jeszcze poczekam...by dojrzeć do tej decyzji. Jęsli nie dojrzeje to trudno...Nic na siłę

      Usuń
  8. Magda Kołubowska ma w tej wypowiedzi ziarno prawdy, wiadomo, ale ja nie decyduję się na razie na kolejne dziecko tylko dlatego że nie jestem na to mentalnie gotowa. Utwierdziłam się w tym już kilka razy. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, wydaje mi się że go mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to pragnąć drugiego dziecka . :))

      Usuń
  9. Ja nie wyliczylam.. nie kupowalam nic oprocz min...zdecydowalismy sie na kredyt w sytuacji gdy mielismy juz dwoje dzieci a ja bez pracy...trzeba ryzykowac..niczego nie da sie zaplanowac..;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My za chwilę też się w kredyt wpakujemy, też z drugim na karku, ale jeśli będziemy czekać, to nigdy samo nie przyjdzie... a odkładanie 50 lat na własne m-ileś-tam to też bez sensu..

      Usuń
    2. Ja bym chetnie wziela kredyt zeby byc na swoim ale maz ma kiepska umowe i zdolnosci kredytowej brak :((( wiec poki co zostajemy tu gdzie jestesmy :))

      Usuń
    3. My mamy "skromną" zdolność kredytową, ale lepsza taka niż żadna- choć trudniej znaleźć coś odpowiedniego, szytego na naszą miarę... :(

      Usuń
    4. No tak...znalezc wymarzona mieszkanie, takie juz "na zawsze" to ciezka sprawa :(

      Usuń
  10. O presji otoeczenia zaczęłam myśleć od razu jak tylko zaczęłam czytać. Niby wiem co jest najważniejsze, jakie wartości chcę Jej przekazać, że chcemy by miała rodzeństwo, ale kiedy trafiam na kolejny blog z wystylizowanymi małymi księżniczkami w sukienkach balowych za szokującą dla mnie cenę to martwi mnie, że moje dziecko trafi w takie środowisko i tak wiele będę musiała Jej odmówić. Wiem, że to nieusprawiedliwia, że to problem moich kompleksów, ale gdzieś mnie to czasem przeraża. Ja nie zrezygnuję z tego powodu z drugiego dziecka a inne kobiety ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt o tym głośno nie mówi, a przecież tyle prawdy w tym... bo jak to inne dzieci mają, a moje nie ?

      Usuń
  11. Samą miłością dzieci się nie wykarmi niestety, takie chore czasy. Blisko mi do słów pani Magdaleny Kłobukowskiej. Wszystko się ze sobą wiąże i bez pieniędzy się nie da, a też nie mówię o żadnych luksusach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wasze serducha mają tyle miłości! Lea jest pięknym przykładem tego co w rodzinie powinno być najważniejsze - miłość, zrozumienie, ciekawość i mnóstwo wspólnego czasu. To jak z Nią rozmawiasz, jakie wartości jej przekazujesz, jakie dobre masz dla Niej serce - tylko to się liczy. A reszta? reszta będzie. Dla mnie? Jesteście bogaczami <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś <3