Sami sobie wilkiem.

17:42


W ostatnim tygodniu zawrzało na blogach.
Długi czas, naiwnie wierzyłam, że my blogowe matki wolne jesteśmy od zawiści, od knucia za plecami. Jeśli te wszystkie doniesienia z ostatnich dni są prawdziwe – to jasna cholera!
Nie da się ukryć z blogosfera częściowo się sprzedała, średnio co drugi dzień w śniadaniówkach pojawiają się postaci z nią związane, firemki, które wyrosły na łamach  własnych, bądź cudzych blogów.  Z jednej strony dobrze, z drugiej  mam wrażenie, że  od dłuższego czasu media wytwarzają i podkręcają swoisty bum na blogi. Blogi są „trendy”.  Bycie blogerem jest „trendy”.Ilość blogów moda-lifestyle-dziecko rośnie jak grzyby po deszczu.

 I dostaje się nam – tym, którzy występują w roli gości jak i całej blogosferze przy okazji. Staliśmy się wyżerką dla mediów, atrakcją dla mas. Jesteśmy atrakcyjnymi okazami, które same podkładają się dla pięciu minut sławy.
Kto będzie o nas pamiętał za rok? Za dwa lata? Rozumiem, że może nie każdy myśli o tym, aby tkwić tu przez tak długi czas.
Rozumiem, że nikt nie może być pewny tego, że będzie w tym widział jakikolwiek jeszcze sens. Ale równie dobrze może wierzyć, że akurat się uda.  Ja też nie wiem, może za chwilę przestanę pisać? Może wypalę się, może ktoś mnie wypali?

Umówmy się - mamy parcie na szkło.


Biegniemy do stacji telewizyjnej naiwnie wierząc, że otworzy nam to karierę na całe życie. Wiele z nas powinno zdać sobie sprawę z tego, że tylko nielicznym będzie to pisane. Jeśli komukolwiek.
Telewizja kreuje super blogowe biznesy.  Daje innym ludziom iluzję łatwych pieniędzy leżących tuż pod klawiaturą laptopa, wystarczy kilka razy wcisnąć klawisz ENTER.  Piękne historie, okraszone miłością i pasją.
 To nie jest tak, że w nie nie wierze, ale wiem również, że wymagały dużo wysiłku, dużo pracy, także tej papierkowej roboty, stresu i nerwów, że to nie jest tak, że idziesz wyciągasz maszynę do szycia i masz tysiąc pięćset zamówień dziennie,  odkładasz przez rok na konto, a za dwa lata budujesz nowy dom. 
  Kilka razy i ja dałam się na to złapać – na zasadzie „znowu w życiu mi nie wyszło” –  a im TAK. Łzy jak grochy, bo dlaczego na mnie znakomity biznesplan i miliony nie spadły z nieba? Dlaczego ja nic nie potrafię?
Wstyd mi, że się dałam. Już więcej się nie dam (?).

Dostaje się nam za obraz, który wypłynął  z telewizji.  Media nigdy nie przynoszą nic dobrego. Nigdy nie są bezinteresowne. Nigdy.

 Kto jak kto, ale my powinniśmy być odporni na iluzję świata przez nich przedstawianą. A jeśli nie jesteśmy, to strasznie mi przykro, bo nie świadczy to dobrze o naszych małych, mądrych (?) główkach.
Mam wrażenie, że ludzie zachłysnęli się wizją łatwych pieniędzy, fantów od sponsorów, darmowych pieluch, kaszek i nocników.  
Przyjdzie czas, że się obudzą – z ręką w tym nocniku.

Nawiązując jeszcze do posta napisanego przez znaczkijakrobaczki.pl, podpisuję się pod zdaniem, o fotografowaniu się z okładkowym zdjęciem „T.T.”.  Niektórzy nigdy wcześniej o nim nie słyszeli, a dziś zaczynają traktować jego kolejną książkę jak blogową biblię, skuteczną drogę do raju. 
Fotografowanie się z  „królem blogerów” jeszcze  drogi do kariery nikomu nie skróciło. ( Choć co do tego ostatniego zdania nie mam pewności...)


Swoją drogą, moja przygoda z Kominkiem zaczęła się jeszcze w latach, gdy był tym, od którego teraz tak bardzo się odcina, gdy pisał jeszcze na blogu, do którego dostępu tak bardzo dziś broni. Nie byłam ani jego fanką, ani jakąś zupełną anty-fanką, był to jeden z blogów, który strasznie mnie irytował, a tym samym podkręcał moje zainteresowanie nim. Wchodziłam, czytałam, wkurzałam się.
 Nawet jeśli to była jego kreacja, to nie wierzę, że można być tak zdeterminowanym, aby ciągnąć ją przez tak długi czas. Z innej strony zyskał w moich oczach, bo całkiem nieźle sobie to poukładał i ładnie to sobie ugrał.


Abstrahując od mojego lubię -nie lubię, skusiłam się promocją w EMPIKU, wciągnęłam w jeden wieczór z myślą, że skoro wszyscy robią te fotki, skoro wszyscy się „jarają” to może coś w tym jest?  Jak dla mnie mogłaby się zakończyć po pierwszym dziale. Przy stronie 60 zaczęłam się nudzić, a strona dwieście któraś, dotycząca bezpośrednio sfery blogów „parentingowych” jakoś mnie nie dotknęła, w żaden sposób nie oburzyła.
 Swoją drogą „porady” w niej zawarte, pod wieloma względami uderzają w sedno rzeczy, ale z drugiej strony, jeśli ktoś prowadzi bloga i nie zdaje sobie sprawy z tych zależności i prawidłowości – to chciałabym napisać, że  „nie wiem czego tu szuka”, a autor tym samym wydaje NAM niezbyt przychylną opinię. 

Albo sami mu na to pozwalamy?

Bo kto jest bez winy ( ma tu sobie nic do zarzucenia) niech rzuci kamieniem...








You Might Also Like

42 komentarze

  1. świetny post, czytałam z zapartym tchem!
    dobrze, że zdecydowałaś się go opublikować.
    Nie bójmy się mieć własnego zdania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. super post:)
    a co do książki nie czytałam, fotografować się nie będę i jakoś do czytania też mnie nie ciągnie;p

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie szlag trafia cholera jasna i często wstyd mi się przyznać. Tak. Jestem blogerką. Wstyd mi, bo nie jestem nastawiona na fanty. Bo sama rozkręcając swoją markę wiem ile cholernej pracy kosztuje stworzenie produktu gotowego, który później jedna Panna z drugą chcą koniecznie i tylko za darmo, bo im się należy. A jedno wielki nic im się należy. Nie bardzo rozumiem fenoment niektórych blogów. Nie bardzo rozumiem jak niektórzy czytelnicy wierzą w słowa 'jedne dzieci z rana ubierają dresy, a moje jeansy i koszule wykrochmalone pod sam kołnierzyk'. Nie wierzę w te cudne matki co to wiecznie miłością kipią. Nie wierzę, że każdy produkt, który trafia do ich rąk jest z samych ochów i achów stworzony. Nie do końca wierzę w publikowane listy od Zosi, Marty, czy innej Pelagii. Nie wierzę, że ktoś ot tak z nudów piszę, bo chce słowo zamienić nie oczekując pomocy z zamian choćby tej za pomocą rozgłosu. Nie wierzę w te przyjaźnie wielkie z wszystkimi markami jednej, czy drugiej Panny. Nie wierzę, że każda Kowalska co szyje przy stole kuchennym jest ciocią najukochańszą. Bo to dla mnie wazelina okrutna jest i obrzydliwa zarazem. Nie wierzę w całą tą aurę idealnych pożyć, kochających do bólu mężów i zawsze posprzątanych domów. Nie wierzę, że zawsze jest naj. Że każdy dzień zaczyna się od zachwycającego się och. Że dziecko to zawsze cudem i jest i 'ja nigdy nie pomyślałabym, że bez niego byłoby lepiej'. Na litość boską. Często myślę, że te blogi to same ograniczone jednostki czytają. I łykają ten lukier od pierwszego 'a' do ostatniego 'z'. Kładąc się spać z poczuciem goryczy, że ten mąż co obok chrapie to czemu nie jest taki jak u tej innej. Że ten dom nasz nigdy taki stylowy nie jest. Że te dzieci nasze zawsze jakieś brudne, niedoprasowane kołnierzyki mają i do cholery nigdy do tych zdjęć pozować nie chcą tak jak na blogerskie dzieci przystało.

    Nie wchodzę innym blogerkom między pośladki na siłę. Nie zachwycam się nad każdym produktem. Nie zasypuję skrzynek producentów takich czy innych, że co to ja bym chciała. Nie czytam blogów, które mi nie odpowiadają. Nie komentuje tylko dlatego, żeby zaznaczyć, że akurat tu czy ówdzie byłam. Nie kłamię, że jest idealnie skoro od roku o 'rozwodzie' myślę. NIE OSZUKUJE moich czytelników i samej siebie przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. święta prawda!!!

      Usuń
    2. Ależ Ty - The Mrs Grey to pięknie ujęłaś! Nie muszę już pisać, żeby nie powielać! Myślę dokładnie tak, jak Ty! Choć swego bloga założyłam niedawno, nie mam zamiaru tam lukru i kłamstw zamieszczać, bo prędzej, czy później wszystko życie zweryfikuje! A swoją drogą - Grand - chylę czoła za mega trafiony tekst!

      Usuń
    3. Komentarz, który mógłby się w bardzo wartościową notkę przemienić...

      Usuń
    4. Ja to się czasem boję napisać, jakiej firmy buty ma moje dziecko, żeby nie być posądzoną o kryptoreklamę. Choć na wpisy sponsorowane mam oddzielną kategorię i uczciwie piszę o danym produkcie, co mi się podoba a co nie. Nie patrzę na współpracę innych, nie znam szczegółów, jest mi to obojętne czy ktoś na tym zarabia, czy tylko testuje darmowe produkty. Sama często posiłkuję się takimi testami przy wyborze, od razu widać który jest szczery a który nie.

      Usuń
    5. http://thegreyrabbitfamily.com/i-am/

      powstał, bo własne myśli chciały mnie udusić. =)

      Usuń
  4. jakiś czas temu też się wytrząsałam nad faktem, że wszyscy chcą zarabiać na blogowaniu. samo zaistnienie w sieci nie jest gwarancją... niczego - podążając za kononowiczem. ludzie lgną do tłumu, żeby stać się częścią pseudo-elitarnej społeczności, co nakręca podaż - ot, większość zagląda, sięga po książkę, itp. z ciekawości, skoro na rynku taki szum. z drugiej strony, skoro jedni mogą ubierać dzieciaka za free i jeszcze pochwalić się nim przed szeroką publicznością, dlaczego nie my? ja się odcinam od tej farsy, ponieważ szukam w sieci charakteru, osobowości, a nie spektakularnego fałszu. ciebie podglądam od dość dawna, ale jakoś nie złożyło się z komentowaniem, choć kilka razy przytaknęłam głową, wciągnęłam się. nic na siłę, w końcu zawsze nastaje odpowiednia chwila :).
    ps. podobno odpisywanie na wszystkie komentarze jest oznaką desperacji blogowej. osobiście odbieram milczenie jako brak szacunku. wiele blogów, które pierwotnie niosły w sobie przesłanie i jakąś wartość, spadło u mnie z piedestału za przedmiotowe traktowanie czytelnika. bo czy bloggerom nie zależy już na interakcji, wymianie poglądów i informacji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podpisuję się pod Twoim PS. rękami i nogami. Nie zawsze jest czas odpisać, czasem to umyka, ale gdy ludzie wchodzą do Ciebie i oddają ci kawałek swojego czasu, swoich przemyśleń, uczuć, to smutna jest ta milcząca ściana, za którą kryje się Wielkie Mzimu (jak by ktoś nie obczajał co to Mzimu odsyłam do klasyka W pustyni i w puszczy). Podziwiajcie mnie - to wówczas jedyne przesłanie, szkoda...

      Usuń
    2. Nie wyobrażam sobie nie odpisywać, to dokładnie tak jak piszecie- jakby "fajnie , że wpadłaś/wpadłeś, ale mam Cię i Twoją opinię gdzieś...". Lubię mieć kontakt z innymi, którzy tu zaglądają i sama nie lubię, gdy ktoś mnie olewa...;)

      Usuń
    3. Znam całe multum blogerów, którzy ani myślą zarabiać. Nie czytajcie Kominka, on zawsze bredzi na temat własnego podwórka. Co on wie o blogach parentingowych. Wszedł na kilka przypadkowych i już mądrala. Wolę, gdy pisze ogólnie o ludziach, bo o blogosferze pojęcie ma mętne. Zna tylko ludzi podobnych do siebie, którzy pchają się na afisz.

      Usuń
    4. Jak dla mnie trzeba mieć spory dystans do jego osoby.

      Usuń
    5. jakoś tak się dzieje, że tłum idzie za kontrowersją niezależnie od poziomu i jakości wypowiedzi

      Usuń
  5. idealna prawda podana na tacy!!!
    Oj jak grzyby po deszczu rosną Ci co chcą kasę robić a mi to wisi,jestem w tej blogosferze bo tak chciałam a i nie zamierzam na siłę komuś w d...e wchodzić kupując te "najlepsze,najpopularniejsze" rzeczy aby być w elicie :D!
    a ksiazka jakoś nie wzbudziła mojego zainteresowania(ale co ze mnie za blogerka :P) wolę kupić sobie słodycze niż ksiązke :D
    buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to na kilka czekolad by było...:p Ja mogłam dobre winko na wieczór kupić... ;)

      Usuń
  6. cóż można powiedzieć ...

    prawda !
    a najbardziej rozbawił mnie moment o blogerkach fotografujących się z książką Kominka !
    chwała za to, że do takowych nie należę i nigdy należeć nie będę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A co do TT to ja usłyszałam o nim z miesiąc temu. Z czystej ciekawości sięgnęłam po TĘ książkę, zupełnie nie wiedząc czego oczekiwać. Zero nastawienia. Dałam mu carte blanche. Nigdy nie buduję swojej opinii na czyimś poglądzie i nie sugeruję się zdaniem ogółu czy jednostek. Ja muszę sprawdzić SAMA. Książkę można rzec przeczytałam. Sięgnę jeszcze po część pierwszą, znacznie ponoć lepszą i dla ludzi. Chce mieć pełen pogląd zanim się WYRAŻĘ. Są teraz generalnie dwa obozy: TT cacy lub be. Myślę, że będę gotowa opowiedzieć się po której ze stron po lekturze całości impewnie wtedy opisze co i jak. Musze być pewna bo ani chwalić ani krytykować nie chcę zanim nie przetrawię. I kurczę, i coś się niedobrego na blogach dzieje, bo własnie sobie pomyślałam, że jak tak ten komentarz zostawie to pomyśli sobie Dziewczyna, że spam, bo to taki ma wydźwięk - ciekawi mojej opinii zajrzyjcie na bloga. Robi się paranoja. Ja piszę szczerze jak jest, bez żadnych intencji, a łapię się na tym, że analizuje to pod takim kątem. Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie przynależę do żadnego obozu,( dałam zarobić marny grosz przecież... i chciałam dać mu drugą szansę:)), ale generalnie jego osoba w tym momencie wisi mi i powiewa...:) Nie moja bajka.

      Usuń
  8. Kto ma parcie ten ma parcie. Pamiętam, jak ze 4 lata temu zapraszali mnie na wywiady w radiu, grupa blogowa którą współtworzyłam dostałą nawet nagrodę miesięcznika Stolica. Nobilitowało mnie to, cieszyłam się, że ktoś docenia moją pracę czy zainteresowania. Ale szybko mi to spowszedniało, zaproszenia do telewizji konsekwentnie odrzucaliśmy z Niemałżem, nie korci nas szklane pudło od tamtej strony. Radio to co innego, to jednak kultura wyższa a nie pseudo reality czy pożal się Boże tv śniadaniowa (zależy która stacja, my byliśmy zapraszani do tych lepsiejszych, nie komerchy typu zetka).

    Zupełnie nie wiem, o co chodzi w tych awanturach. Jeśli komuś nie pasuje czyjśblog, to ma prawo o tym napisać, skrytykować i go olać. Jeśli pisze się w sieci publicznie, nie tylko dla rodziny i znajomych, trzeba być gotowym na to, że ktoś nas oceni nie tylko pozytywnie. W sieci jako i na forach powstało dużo kółek wzajemnej adoracji, gdzie mała uwaga potrafi być potraktowana jak atak na zamkniętą twierdzę. Śmiałam się z tego półświatka ematek wariatek od wielu lat, teraz sama jestem mamą i śmieję się tym bardziej. Ot ludzka głupota i polskie zawistne piekiełko jak zawsze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uogólniłam oczywiście z tym "parciem". Jedynie taki obraz mi się nasuwa patrząc na mój pierwszy rok w "poważnej" blogosferze... Zupełnie inną kategorią są dla mnie blogi, ze "stażem", doświadczeniem i pewną dojrzałością w tej sferze... :)

      Usuń
    2. Wiesz, wtedy gdy zaczynałam blogować, w półświatku blogowym brylowali głównie ludzie od marketingu, reklamy i promocji. Zawodowcy w tej dziedzinie. Z czasem postanowili się atopromować i przy okazji zaczęli pisać, że ktoś kto pisze bez potrzeby poklasku i popularności, ten jest frajerem. Na świeczkik weszły typki typu Kominek i Hatalska, wielka współpraca z firmami... zwykły bloger, ten prawdziwy - przestał się liczyć. Bałam się tego, że komercyjne blogi zakrzyczą niekomercyjne i niestety moja wizja się sprawdziła. Teraz trzeba się określić. Albo jesteś w obozie sprzedawczyków, albo idealistą. A to jest nieprawda, zarabianie na blogowaniu to nic złego, a niezarabianie to żaden powód do dumy. Albo komuś to zarabianie jest do szczęścia potrzebne, albo finansuje koszt domeny, albo nie ponosi kosztów, to i nie potrzebuje zarabiać. Ale my w Polsze lubimy się kłócić o pierdoły, zawsze czarne albo białe, to mamy wojnę.

      Co widać dziś na ulicach mojej ukochanej Warszawy :(

      Usuń
    3. Mogę być frajerką i idealistką wobec tego. Ale kłócić i narzucać komuś na siłe swojej racji mimo wszystko nie lubię. Dlatego też posty ja ten budzą we mnie niepokoju czy w ogóle powinnam podejmować temat i wyrażać swoją opinię.

      Usuń
    4. Ja jestem z drugiego obozu, lubię się kłócić, lubię wypowiadać swoje kontr zdanie, przez co często miewam antyfankluby w internecie. Ale dyskusja i przerzucanie się argumentacją to mój żywioł, adrenalina itd. Czasem włączam się w jakąś dyskusję tylko dlatego, że jest rano i muszę się obudzić. Mam do tego spory dystans, dlatego czasem dziwię się ludziom, którzy na każdą uwagę, że ktoś ma inne doświadczenia - reaguje fochem i obrazą majestatu. Mam wrażenie, że ta awantura to coś w tym stylu. Ale nie wiem o co naprawdę poszło, dowiedziałam się o niej z jakiegoś bloga, i to tez nie od osoby bezpośrednio wmieszanej. Mam wrażenie, że mało kto wie o co chodzi, bo na rzeczonym forum pewnie i tak już wszystko pokasowane.

      Usuń
  9. Nie wiem o co chodzi z tą aferą na blogach (oświeć mnie:)), nie rozumiem fenomenu Kominka, bo czytanie go ani mnie ziębi ani mrozi.
    Piszę bloga, więc to wszystko mnie jak najbardziej dotyczy ale .... no właśnie, ja lubię co robię i robię co lubię i jakimś szczęśliwym trafem mam cholerną radość, bo dzięki temu otwieram horyzonty na przecudownych ludzi... Wy, czy Marta(madeit).
    To co piszesz jest świetne, ale uzmysłowiło mi tylko jaką jestem blogową szczęściarą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie wiesz, to znaczy, że masz faktycznie bardzo szczęśliwe życie i nie poświęcasz go na głupstwa. ;) I tego się trzymaj.;)

      Usuń
  10. Świetny wpis :D
    Dobrze że nie należę do tych co kasę chcą zarabiać prowadząc bloga... pisze go bo lubię, bo taką mam chęć...nie kupuje samych najpopularniejszych rzeczy, by się pokazać co ja mogę... na głowę jeszcze nie upadłam, mam inne priorytety!
    A co do książki, to nawet nie miałam jej w rękach ( więc pewnie blogerką jestem marną, ale mam to w nosie) i mieć nie zamierzam....
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  11. Kominek..usłyszałam o nim po raz pierwszy całkiem nie dawno..nie zgłębiam tematu, nie chce mi się..nie mam na to czasu...lubie to co robię....i nic na siłę...tak jak pisałam na fb czasem post jest codziennie czasem go nie ma przez 5 dni. Bądźmy sobą:)))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przeczytałam książki do końca, utknęłam w połowie. Nie dlatego, że nudna czy coś, ale po prostu nie porwała mnie na tyle, by odkładać inne rzeczy, nie spać po nocy.
    Podobnie jak i Ty, czytałam kominka wiele lat wcześniej, zanim stał się sławny. Widziałam jak z dnia na dzień stawał się kimś. Miał cel i go osiągnął. Ale pracował na ten cel, o czym właśnie sporo ludzi zapomina, naiwnie wierząc, że wystarczy założyć bloga, a reszta dzieje się sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą co do książki i co do jego osoby, ale dziwię się, że część osób zachowuje się jakby miała biblię w ręku...

      Usuń
  13. A ja się z tą aferą pogubiłam, więc już nie wnikam o co chodzi -chyba wolę żyć swoim spokojnym życiem niż jakąś aferą, która żyła na fcb jeden dzień Co do książki Kominka mam sceptyczne nastawienie- kusi mnie,żeby przeczytać, ale czy warto???-chyba wolę swoje kryminały....

    OdpowiedzUsuń
  14. Matka Grandowa nie tylko o diy :) i powiem wam kobity im mniej wiesz tym lepiej śpisz ;)
    tej zasady się trzymam :* - to tak do afery..
    bo ja to ostatnio się trochę dowiedziałam i serio nie wiem czy wierzyć czy nie... reset robię i żyję swoim życiem, szkoda czasu na głupoty ;)
    wolę w tyłki nie wchodzić - obsraną to ja nie lubię być! ;)
    optymistka - matka Blankowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w swoim woreczku też trochę przemyśleń na różne tematy.;)

      Usuń
  15. Chyba jestem zacofana bo nie wiem kto to jest T.T vel Kominek,nie czytałam tej książki,nie czytałam bloga.Moja wina,moja bardzo wielka wina

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej! Doczytałam wpis do końca i stwierdzam, ze u mnie działa to inaczej...nawet o 180 stopni inaczej! W momencie wzmożonych wizyt na blogu - ja hasło wprowadziłam:( Ja nie chcę być sławna....ja nie chcę z nikim współpracowac....ja nie chce fantow itp.....żadnych zakładek o współpracy nie mam - czy to dziwne?? Ja nie wiem kto to Kominek jest:( Ale wtopa.....Naiwna jakas istota ze mnie;-)
    Ja chcę pokazac kilka ciekawych szmatek ( głównie sieciówki ) - nie trawię sponsoringu ( soory - tak juz mam i rezygnuje z blogow na ktorych to widac)....ja chce inspirowac inne istoty do wzięcia w ręce kawalka starej włóczki....drutów....igły i nici i zrobienia czegos unikatowego dla siebie....dla najbliższych...ja z tego czerpię radość prowadzenia bloga! Wygląda na to ze zacofana jestem ale każdy nowy wpis to kilkaset ( bo wiecej niz 200 to chyba moge tak juz określic) unikalnych użytkownikow w statystykach widzę - i to dla mnie jest radość wielka! Ale zraża mnie jedno - jesli blog reklamuje się w stylu ( PRZYKŁAD: "chcemy pokazac jak ładnie i tanio ubrac dziecko" a co wpis to linki do marek...to produkty za kilkadziesiąt / kilkaset zł - zraża mnie to okropnie ! Gdzie tu prawda ???- ja tu tylko kity dla odbiorców widzę...nie znosze robienia ludzi w balona! A mnostwo osob daje się tak złapac ehhh...temat rzeka - pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś <3