O celu, samym w sobie.

11:24

Mam w głowie wizję. Wizję idealnej mnie-matki.
Wiem, jak miałoby to wyglądać - ja, totalnie spełniona matka - (nie)polka,  (nie)kura domowa.  Taka co to ma  własną, niemalże katalogową kuchnię z super sprzętem, od którego samego posiadania chce się gotować, gdzie szpinak jest jeszcze bardziej soczyście zielony, gdzie marchewka baby jest idealnie ugotowana, gdzie nie kipią garnki...
 Gdzie obiad jest na czas - tak, żeby tata Jot., zdążył tyle co zdjąć buty, wsunąć stopy w kapcie, umyć ręce i zasiąść do stołu, gdzie czeka na niego, pachnący, parujący obiad. Niespalony, nieprzesolony, idealnie doprawiony, idealnie podany.
Pod nogami plącze się Lea. Nie, ona się nie plącze. Ona grzecznie siedzi przy stole, zajada groszek i marchewkę - wcale się nie brudzi i celnie trafia do buzi. Jest w tym najlepsza - żaden groszek na podłogę nie spada.


Piekarnik daje znak, że już czas.
Kuchnię wypełnia zapach tarty kajmakowo- migdałowej - ulubionej taty Jot.
 Leniwe wspólne popołudnie, salon lśni, poduchy równo ułożone na sofie, każda z innym detalem, idealnie komponujące się z jednej strony minimalistycznym, a z drugiej ciepłym, przytulnym domowym wnętrzem - do wyboru do koloru, co kto lubi.

Układamy klocki, puzzle, gramy w rodzinne gry, tarta wciąż pachnie...
Sielanka.

Nastaje wieczór, a w mej głowie pytanie czy to już?
Czy to wszystko czego pragnę?

Czy jest tyle przepisów na tarty, aby każdego dnia zaskakiwać?
Czy kiedyś ten groszek nie przypali się w zużytym już nieco garnku?
A ja nie powiem dość?

I gdzie w tym wszystkim jestem ja? JA - nie matka, nie żona.
Czy pragnienie  szeroko pojętej "samorealizacji" to coś, aż tak złego?
Co stało się w moim życiu, że zadaję sobie to pytanie? Dlaczego miesiąc temu byłam wstanie powiedzieć, że niczego więcej mi do szczęścia nie potrzeba?
A co z moim wewnętrznym linczem korpo-matek?

W ciągu tygodnia "utraciłam" celowość tego co robię - jako "ja nie matka".
Pytanie,gdzie jej szukać?






 A może odpowiedź nie jest aż tak trudna?






You Might Also Like

26 komentarze

  1. od wizji po jej realizacje długa droga,choć to tylko zależne od tego czy tego tak naprawdę chcemy ;) czy w idealnym świecie byłoby nam lepiej?pewnie wtedy powstałaby nowa wizja ;)
    buźka

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zawsze myślałam, że chcę czegoś więcej, że po porodzie od razu wrócę do pracy, że będę nie-wiadomo-KIM, ale to wszystko dlatego, że ciągle szukałam siebie. Nie czegoś, tylko właśnie siebie samej. Wcześniactwo pierwszego synka wywróciło moje priorytety do góry nogami. Ale dobrze ułożyło, na szczęście. Więc dla mnie to już, więc czuję się spełniona w byciu matką także jako nie-matka, bo doceniłam dom, spokój, zdrowie i to, co się wydaje banałem. Bo sobie myślę: czego ludzie żałują, umierając? przecież nie tego, że za mało pracowali...
    ;)
    I pewnie, że potrzebuję, że szukam czasu dla siebie, zajęć, inspiracji, ale nie ma w tym żadnej presji, żadnego napięcia.
    Tego życzę i tobie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I może to właśnie jest zdrowe podejście?:)

      Usuń
  3. Wszystko moim zdaniem sprowadza się do tego, czy z marzenia, które prędzej czy później zacznie krystalizować się w naszej głowie uczynimy cel, czy też zostawimy je w spokoju. Tobie życzę tego pierwszego.

    OdpowiedzUsuń
  4. nie szukaj nie matki a znajdziesz ją:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim ulubionym powiedzeniem ostatnio jest... "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma" i odnoszę je do wszystkiego. Kiedy mam dość bycia matką i "panią domu" myślę sobie o tych kobietach, które siedząc za biurkiem z utęsknieniem spoglądają w stronę mojej/naszej codzienności :)
    Bo widzisz, do niedawna miałaś przed sobą edukacyjny cel i kiedy nagle obudziłaś się rano po obronie zaczęłaś szukać sobie nowych wyzwań :) to normalne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Ty to pięknie rozpracowałaś! love x100 !

      Usuń
  6. Aaa mała jest cudna! Schrupałabym :)))
    Co do postu.... myślę, że to stan przejściowy! Jesień.... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem bywają takie dni.
    Ale nim zdążysz się obejrzeć znowu dojdziesz do wniosków, do których już doszłaś.To taka matczyna przypadłość.
    Niby szukamy czegoś, czegoś nam brak, pusto jakoś by za chwilę wpaść na to, że to czego tak pragniemy wysypuje właśnie ten groszek na podłogę.I znowu poczujesz, że tych przepisów na tartę tysiące wokoło.

    OdpowiedzUsuń
  8. zdecydowanie stwierdzam, że jesteś gotowa na powrót do pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "powrocie" do pracy trudno mówić, bo nie miałam jeszcze okazji pracować "zawodowo", miałam raczej na myśli dalszą edukację. :)

      Usuń
  9. Z jednej strony rozumiem Cię, bo dylematy miewam ostatnio podobne... Z drugiej strony, powtarzam sobie wciąż tak... Gdyby to była opcja pracy takiej, co kochać ją będę, co pieniądze z niej naprawdę zadowalające... Gdyby się opcja pojawiła, żeby to coś swojego... to może i bym chciała. Ale za najniższą krajową, nierzadko długo dłużej niż etatowe 8 godzin... I czy to warto? Te pierwsze zdania, rysunki poświęcać ?
    Poza tym, może aż tylu przepisów na ciasta i obiad nie ma , by codziennie nowe, fascynujące...Ale z drugiej strony, Kochana, jakie jest prawdopodobieństwo, że praca od rutyny Cię oderwie ? Chyba jednak wpędzi w inną (choć może taką, którą polubisz:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie warto. Testowałam, trzy miesiące po urodzeniu Lei i wiem, że to głupota była. Doceniam to, że mogę być w domu i poświęcać się w całości Lei, ale nie chciałabym również zapomnieć o sobie.:)

      Usuń
  10. Punkt numer jeden.
    Spisz swoje marzenia.

    Punkt numer dwa.
    Przeczytaj je głośno.

    Punkt numer trzy.
    Spełnij je.

    Punkt numer cztery.
    Świat się nie zawali jeśli czasem nie będzie tarty - nawet jeżeli nie będzie jej częściej niż czasem.

    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie to banalne a trafne ! Dziękuję!

      Usuń
  11. Rozumiem. Kiedy zaczelam zadawac sobie to pytanie, zastanowilam sie, czego chce od zycia, co chce osiagnac, co jest dla mnie wazne. No i wrocilam do pracy. Na kilka godzin. Ale wyszlam z domu, mialam znowu jakis cel, motywacie. Dorobilam sobie. Nie wypadla z zawodu. Dobrzem i to zrobilo.
    Bo przeciez nie chodzi o wszystko albo nic. Istnieja tez polsrodki. Jesli nie praca na godziny, to moze jakies hobby, moze cos innego, co pozwoli znalezc siebie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zawsze szukam sobie wymówek, że talerze nie pozmywane, że dywan do odkurzenia, że coś, że czas brak. Ale chyba czas przestać?

      Usuń
  12. a ja zawsze szukam i szukałam nowych wyzwań, zdobywam jeden szczyt i już myślę o drugim, mam wieczny głód na świat i życie... chyba nie mogę powiedzieć, że jest jedna rola, wersja mnie która mnie uszczęśliwi, spełni, jedne droga... Bo zmieniam się ja, czas płynie i co pewnien czas mam potrzebę zmiany kierunku... nowych wyzwań, myślę, że to normalne :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem teraz na podobnym etapie, mam okropną potrzebę samorealizacji
    dręczą mnie wyrzuty sumienia ze nie jestem idealną mamą
    można taką w ogóle być?

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja też mam ostatnio kryzys, odkąd wiem, że wracam do pracy tym bardziej chcę zostać w domu i być kurą domową. Jest gdzieś coś poza tym wszystkim, trzeba znaleźć równowagę. Ja trochę tracę grunt pod nogami, ale musimy być twarde.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tia... przeczytałam:"Gdzie obiad jest na czas - tak, żeby tata Jot., zdążył tyle co zdjąć buty, wsunąć stopy w kapcie, umyć ręce i zasiąść do stołu, gdzie czeka na niego, pachnący, parujący obiad. Niespalony, nieprzesolony, idealnie doprawiony, idealnie podany.....Ona grzecznie siedzi przy stole, zajada groszek i marchewkę - wcale się nie brudzi i celnie trafia do buzi. Jest w tym najlepsza - żaden groszek na podłogę nie spada." to o mnie sprzed wielu, wielu lat. Skończyło się depresją. Nawet tak nie myśl. Dziecko nie potrzebuje idealnej matki, potrzebuje matki dobrej i szczęśliwej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś <3