Młodzi na swoim.

22:45


Ustawa za ustawą, lekceważą nas. Debata za debatą, a wciąż tak mało zrozumienia. Jakbym im tak ktoś na Wiejskiej klapki na oczy założył, a przy okazji jeszcze ogłuszył.
Ogólnie pojęta polityka prorodzinna kuleje. I co, że matki trzeciego, czwartego czy "dziesiątego" kwartału zyskują - dobrze dla nich, owszem. Ale na ile to chęć wsparcia, a na ile dobra zagrywka, to już trudno powiedzieć.
Czekam, czekam codziennie oglądając jeden czy drugi kanał informacyjny na ich oświecenie .
Że nagle dom mi dźwigiem podrzucą, na ten skrawek ziemi, który nie mój, ale pusty stoi. 
Bo rodzina - to mieszkać musi mieć gdzie.
Marzenia, marzenia.
Nie ma nic za darmo, nie narzekam, bo zapracować mogłabym jakoś, bo mogłabym te pieluchy podrzucić babci wraz z dziecięciem, te kaszki, te pierwsze słowa, nowe umiejętności. I z wywieszonym jęzorem biegać, załatwiać o byt na poziomie walczyć.
Ale mi się nie chce, bo jednak trochę wolę te pieluchy, te jęki i stęki i wychodzące ząbki.
Zresztą nie po to studia humanistyczne wybierałam, żeby teraz ciężko na chleb pracować...
I stawiam sobie domki, stawiam w tych Simsach, co nawet Ikea pomoże mi je urządzić.
I sobie marzę, że kiedyś ktoś kopnie mnie w dupę, wezmę dwa etaty, a nawet trzy i za dom gotówką zapłacę, bo szans na kredyt to nie mamy.  Kto da młodym? Jak młodzi tacy niepewnie? Bo fiu-bździu w głowie mają i zaraz do Anglii sobie na zmywak polecą.
Umowa? Doświadczenia żądamy, bo bez doświadczenia ani rusz.
Studia? Praca dorywcza? I co nam po takiej? Staże, praktyki, kawy parzenie przecież.

I myślę o tym, jak ciężko się zarabia na dom, na własny kąt, który jest gwarantem (nawet jeśli pozornej, to jednak stabilizacji rodziny. I myślę też o tych ludziach, którzy na rodziny się nie decydują, bo mieszkać nie będzie gdzie, bo byt nie taki jak być powinien.
Ale jak się na gdzie to się nie chce. Albo się walczy, latami, resztkami sił, żeby na starość powiedzieć mamy swoje m4! Puste m4, bo dzieci już dawno wyrosły.

A dom to dla mnie poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i beztroski.
Taki co rano pachnie kawą, co sól rozsypana na blacie, kwiatek więdnący w doniczce i świeże zioła na parapecie. Taki co lenistwem od czas do czasu zarasta, ale nikt nad głową Ci nie sterczy i nie jęczy.
Gdzie skarpetka brudna na podłodze z krytycznym okiem Babci się nie spotyka i talerz nieumyty w zlewie poleży  dziesięć minut dłużej.
Taki dom co się odkurza fotografie wiszące na ścianach, obrazki, gdzie w zakamarkach chowa się wspomnienia przylepione do rzeczy zwyczajnych.
Gdzie  poranki i wieczory ubrane w słowa: rodzina, szczęście i bliskość.
I już.




You Might Also Like

40 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło to od Ciebie usłyszeć :)

      Usuń
  2. A ja się wzięłam i popłakałam. Pięknie piszesz. Zawsze pięknie pisałaś ♥ całuję Cię mocno;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już nie te czasy podstawówkowego pisania opowiadań w pod wpływem Siesickiej i Musierowicz...:) To już po prostu życie za mnie pisze. :) :*

      Usuń
  3. oj prawda ;/ w dzisiejszych czasach młodzi i starsi mają ciężko bo pierwsi mają ciężko o pracę, etatów brak, a o matkach to lepiej nie wspominać, a ci drudzy to dostają takie emerytury, że żal patrzeć na staruszków.... ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj ciężki nasz los!tym wszytskim pokazują gdzie nas mają-ważne aby dla nich stykło...koszmar tymm bardziej jak człowiek napatrzy się wszędzie dookoła (w innych państwach)że jednak można ale jak zwykle Polska sto lat za murzynami!ach a podobno młodzi to przyszłość tylko dlaczego im najpierw tego nie zagwarantują?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Młodzi to przyszłość", hasło to stało się już dawno jedynie polityczną marionetką... Jak sami niczego nie zrobimy, to nikt nam niczego nie zagwarantuje.

      Usuń
  5. Wspaniałe! Jesteś zajebista powiem tyle, ostatni akapit wzrusza wręcz do łez! Masz rację, co z tego, że nawet jak się dorobisz na swoje mieszkanie to dzieci już dawno będą się martwiły czy mają założyć rodzinę czy nie..

    OdpowiedzUsuń
  6. Kończyłam dziś nasze tipi i też przemyślenia o domu miałam. Czasami myślę, że grzeszę, że nie doceniam tego co mamy. Mieszkanie na start, kawalerka co prawda, ale spora, którą wyremontowaliśmy, że życie w niej znośne i tylko opłaty comiesięczne zostały. Ale... dziecko rośnie, rzeczy przybywa i chciałoby się czegoś więcej, przestrzeni. Chwilowo nawet nie marzę o domu z ogródkiem, nie marzę nawet domku w szeregowcu z imitacją ogródka. Marzę o jednym pokoju więcej, o drzwiach, za którymi można się na chwilę schować i pobyć samej. I żyję normalnie, bez nadziei na kredyt, co jakiś czas kłócąc się z K., że coś musimy zmienić, a potem godząc się i dalej żyjąc w ciasnym świecie, w którym nawet na przytachanie maszyny do szycia do domu brak miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. marzenia o większym mieszkanku na pewno się spełnia na serio skądś to znam wiec trzymam kciuki powodzenia Aga

      Usuń
    2. Oh, jakbym o nas czytała! Ja marze o własnej kuchni, dokładnie takiej z rozsypaną solą...

      Usuń

  7. Witam, chciałabym zaprosić Was do wzięcia udziału w kilku naszych zabawach.
    W jednej do wygrania są bardzo fajne gadżety z bajki Uniwersytet Potworny (bluzeczka, torba sportowa, przybory), w drugim jest możliwość przetestowania ciekawej gry edukacyjnej dla dzieciaczków, trzeci jest konkursem fotograficznym w którym można wygrać śliczny i mięciutki ręczniczek, poduszeczkę lub apaszkę.
    Nie chciałabym nadużywać Waszej cierpliwości i nie wkleje linków, ale jeśli jesteście zainteresowani, którąś z wyżej wymienionych zabaw to zapraszam na mój profil do bloga "Babylandia". Po boku są banerki konkursowe, więc łatwo trafić na to co Was ciekawi. Jeżeli jednak nie jesteście zainteresowani to z góry chciałabym bardzo przeprosić za tę reklamę...
    Pozdrawiam cieplutko
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  8. niestety, tak jak napisałaś polityka prorodzinna w naszym raju kuleje bardzo... a myślę, że gdyby do każdego dziecka dawali choć 200 zł miesięcznie zasiłku (już od pierwszego, bez względu na dochód) to czy nie więcej ludzi decydowałoby się na dzieci. Chociaż na te głupie pieluchy by było. no i jeszcze polski rynek pracy - albo harujesz do późnych godzin nocnych i "żyjesz" w weekend, albo ledwo dajesz rade, bo wszystko idzie na bieżące potrzeby. też czeka mnie powrót do pracy - ciarki mam na plecach jak o tym pomyśle, bo ile chwil z córką przejdzie mi koło nosa... ale co tam, politycy zawsze na swoje wyjdą, a ich żony pracować nie muszą, robią to dla rozrywki. a ty normalny człowieku zaharowuj się, żeby Cię własne dziecko w końcu nie poznało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie odmawiam "pracy". Bo dobrze mi w domu. Nawet jeśli portfel nie pęka w szwach, to jednak tego czasu z córką nikt mi nie odbierze...

      Usuń
  9. No cóż, to bolesna prawda i tak pewnie szybko się nie zmieni :(
    Nie każdy ma łatwy start i wszystko podane na tacy.....
    Ale nieważne, gdzie będzie nasz wymarzony dom najważniejsze to być w nim ze swoja 'małą rodzinką' i czuć się szczęśliwym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po studiach wyjechałam do UK byłam tam z przerwami 6 lat jako nauczyciel miałam tam znacznie lepszą pracę i płace niż tu! Dzięki temu udało mi się kupić mieszkanie. Wróciłam. Pewnie, że czasem żałuje decyzji. Ale powiem ci jedno marzenia się spełniają marzyliśmy o domu i właśnie się buduje, więc u Was też się wszystko poukłada - jesteście jeszcze młodzi! trzeba wierzyć
      A kredyt rodzin na swoim nie wchodzi u was w grę?

      Usuń
    2. Okres składania podań o kredyt minął wraz z terminem 1 stycznia 2013, planują nowy system dopłacania do mieszkań- ale tylko na rynku pierwotnym, ma być to dopłata 20 % ceny nieruchomości plus 5% za każde kolejne dziecko... Tak w skrócie, chcą sobie za 5 % wartości mieszkania dzieciaków w PL narobić.

      Usuń
    3. To szkoda. Teraz nieźle wymyślili...

      Usuń
  10. wg mnie nie można kalkulowac i uzalezniac założenie rodziny od tego czy mamy własne m4 dom czy takie tam .... wbrew pozorom jak już jest maleństwo wtedy wszystko jest inaczej i człowiekowi bardziej zależy żeby stworzyć mu cudowne życie , w spokojnym i pięknym otoczeniu z cudownymi rodzicami ..... ja zaczynałam z mężem od zera na serio wynajelismy mieszkanie bez mebli nic nie było .... i zaczelismy się powoli urzadzac .... potem ślub , dziecko i marzenia o własnym czyli bankowym mieszkaniu no bo z nieba nie spadnie kupa kasy na nie ..... i tak potem kolejne dziecko kolejne mieszkanie a teraz dzieci już biegają od września szkoła a ja ciagle marze o domku z ogródkiem :) ale marzenia się spełniają najważniejsze żeby rodzinka była zdrowa i szczęśliwa a reszta sama jakos się ułoży ...... na serio przerobiłam na sobie:) pozdrowionka Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My cały czas mówimy, że nie będziemy komuś nabijać kieszeni pieniędzmi, którymi moglibyśmy spłacać kredyt... Choć i tak kredytu nikt nam nie da, więc na nic one.

      Usuń
  11. :-) Przeżywałam to samo....długo......prawie 3 lata....więcej nie mogłam i tak jak piszesz Wyspę wybrałam....nie byłam w stanie dłuzej walczyc z wiatrakmi...tu mi się nie przelewa ale drugi raz zaczynałam od 2 łyżek ( wlaściwie teraz od 3 bo i troje nas dotarło a poprzednio dwoje:-) i po półtora roku "męki", mieszkania z obcymi ludźmi mamy swoje M....swoje co prawda jak go w 100% spłacimy hihi....ale wiedzialam dlaczego zaciskam zęby przez półtora roku - ze to sie w końcu skonczy a w PL???? nie wiesz czy to sie skonczy....w tym cały problem....a i dzialke na budowę w PL kupilam:-) i projekt zrobilam - wszystko w dobrej wierze i po tych 3 latach "doczekania się" widać nie było wiec rzuciłam wszystko....i znowu na obcej ( dla nas wtedy juz nie obcej ) ziemi stanełam a znajomi powitali nas słowami "Wróciliście???" Tak......wróciliśmy:-)
    Ja osobiscie stracilam wiarę ze w ojczyśnie marzenia się spelniają wiec nikogo na duchu podtrzymac w stanie nie jestem:( - pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym się już dawno spakowała, wyjechała, żyła nawet za minimum tam - 3 x większe niż minimum tu. Tylko studia mnie tu trzymały. A teraz? Teraz oporu nie mam. Więc dajemy sobie rok, na załatwienie wszystkich spraw, które nas tu trzymają i jeśli nic się nie zmieni, poszukamy "domu" gdzieś indziej.

      Usuń
  12. oj podpisuję się pod tym brakiem pomocy ze strony Państwa... Ja musiałam Agatkę od 9miesiąca życia do żłobka zaprowadzić. Płatnego, bo na Państwowe nie zasłużyliśmy mimo, że zarobki na osobę nie przekraczały ustawowego 504zł na osobę! I poszłam do pracy płacząc po nocach, ale po opłaceniu żłobka to przynajmniej kilkaset złotych do domu przynosiłam, co ratunkiem było niemiłosiernym. Teraz mimo, że duuużo lepiej, to i tak na swoje mieszkanie nie mamy co liczyć, bo kredytu nie dadzą. Co z tego, że więcej za wynajem od kilku lat płacimy niżby rata kredytu wychodziła. Zdaniem banku nas nie stać i koniec! Oni wiedzą więcej ile nam trzeba na chleb, ile na auto ile na opłaty... Państwo dopłatą nie wspomoże, bo ci zaś uważają, że za bogaci jesteśmy i nas stać na swoje m, więc musimy sobie bez nich radzić. Błędne koło się zamyka, więc dalej tkwimy w cudzym, gdzie człowiek boi się ramkę ze zdjęciem powiesić, bo właścicielka za gwóźdź przybity się wścieknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich sytuacji jak Twoja jest z milion... Nam też się nie należą żadne pieniądze, nawet z uczelni - bo jesteśmy zameldowaniu w moim domu rodzinnym - więc liczą przychód moich rodziców - emeryturę mamy i zarobki z działalności ojca. Wychodzi na to, że ich stać na utrzymywanie nas - nikt nie myśli o tym, że mimo wspólnego miejsca zameldowania prowadzimy zupełnie oddzielne życia, a moi rodzice nie mają obowiązku utrzymywania nas. Głupot, która przechodzi ludzkie pojęcie.

      Usuń
  13. Nie jest łatwo,ale żyć trzeba.. i mi marzy się już ten czas spędzania chwil u siebie,nie u boku teściów.. ta swoboda bycia z rodziną.. i mimo,że rodzinę z chęcią powiększyć byśmy chcieli to nie decydujemy się.. jest jedno i do kiedy nie wykończymy domu to nie będzie.. dom za gotówkę stawiamy.. za ciężko zarobione pieniądze.. bo kredyt brać tak duży nie dla nas.. wolimy rok,dwa dłużej stawiać,ale postawić i potem cieszyć się,a nie martwić .. i tak też mąż całymi dniami pracuje i z jednej pracy leci dalej pracować.. i ja do pracy iść chce,ale co z tego..chęci to za mało,jak u nas pracy nie ma..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że działać, że wam się chce, że wzięliście sprawy w swoje ręce.:)

      Usuń
  14. Obiema rękami i nogami podpisuje się pod Twoim postem. My jako małżeństwo najpierw mieszkaliśmy z moją mamą, z którą kompletnie się nie dogadywaliśmy, a później z ojcem, który pił. Teraz wyłącznie dzięki teściom od roku mamy własne mieszkanie - spełniło się moje największe marzenie na które kiedyś w ogóle nie było szans - żadnych. Na pomoc od Państwa liczyć w ogóle nie można. Mieszkania się rodzinom należą jak psu buda i to powinno być naturalne, że się je dostaje, a nie marzenia snuje i pod czyimś dachem mieszka myśląc czy zaraz nas nie wyrzucą, bo dziecko kredkami ścianę porysowało... Jak jeszcze mieszkałam u mamy chcieliśmy z mężem jako rodzina z dzieckiem mieszkająca z matką w kawalerce starać się o przydzielenie nam czegokolwiek - choćby najmniejszego z WC na klatce. Okazało się, że na samo przyjęcie wniosku czeka się kilka lat, na rozpatrzenie następne kilka i na to wszystko nie gwarantują rozpatrzenia pozytywnego, bo cyt. 'takich jak Pani jest wielu'. Straszne to jest, że żyjemy w kraju, w którym namawiają nas na płodzenie i rodzenie dzieci, żeby przyrost był dodatni a od siebie nie dają nic, nic co by zagwarantowało nam podstawowy byt. Wkurzyłam się strasznie. Bo nie wiem co by z nami było gdybyśmy tego mieszkania od teściów nie dostali. Tragedia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w samej kamienicy, w której mieszkają moi teściowie od kilku lat stoją trzy puste mieszkania- niczyje, tzn. nie zupełnie, bo spółdzielni. Ale gdy idziesz starać się o mieszkanie - to powiedzą Ci, że nie ma wolnych lokali i trzeba czekać, tak jak piszesz, latami.

      Usuń
  15. Oj prawda to wszytko, prawda....my mieszkamy z rodzicami męża...i choć własne dwa pokoje i kuchnia to i tak mam wrażenie ciągłej kontroli...ble...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieszkamy w moim domu rodzinnym i może faktycznie grzeszę, bo tysiące osób chciałoby mieć taki komfort jak my... A mi brakuje "własności", bo mamy dwa pokoje, jedną szafkę w kuchni i jedną półkę w lodówce, i moją matkę do garnków nam zaglądającą - bo niby tym ma mój mąż się najeść?

      Usuń
    2. No to my na tym samym wózku jedziemy :-) Wiem, że nic tu do śmiechu ale uśmiecham się na myśl, że nie tylko u nas tak jest. Bo jakoś tak mi się raźniej robi :-)

      Usuń
  16. My wynajmujemy ciągle pół mieszkania w studenckim standardzie. Na własne to się chyba nigdy nie dorobimy. Nie ma jak odłożyć coś więcej, bo przecież trzeba płacić czynsz za wynajęte mieszkanie. No i pewnie całe życie będziemy w wynajętym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się odkładać chyba wynajmując jeszcze u kogoś. Straszne to, bo dobrze jest mieć swój własny kąt.

      Usuń
  17. Doskonale to rozumiem.. Od października mamy zamiar odkładać coś na mieszkanko, bo papiery składać będziemy więc zanim miasto nam coś przydzieli, a przy dobrych frontach ok 2lat więc może coś się odłoży na remont :)
    Pozdrawiamy !

    OdpowiedzUsuń
  18. Właśnie dlatego każdego dnia dziękuję za to co mam...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś <3