Post walentynki

10:46

Najwyraźniej nazwanie swojej słabości pozwala na zmierzenie się z nią. I całe to biadolenie poszło w kąt! Postanowiłam zmierzyć się z tym wszystkim i proszę udało się, a nawet upiekłam jeszcze ciasto.
Tak jak się domyślalismy, po powrocie z kina (w którym uświadomoliśmy sobie poraz setny, że nie lubimy tam chodzić) Lea już spała. Więc mieliśmy cały wieczór wolny.
I bardzo dobrze dla nas, i odpychamy wszelkie zarzuty, że myślimy tylko o sobie, bo taki czas w natłoku wszystkich obowiązków jest także ważny. Nawet jeśli walentynki to taki "oklepany czas", a "miłość należy wyznawać sobie codziennie".
To nasze pierwsze walentynki jako rodzina i pierwsze, które zapamiętamy, bo za nic w świecie nie mogliśmy sobie przypomnieć jak obchodziliśmy walentynki przez kilka ostatnich lat
W przyszłym roku i Lea dostanie swoją walentynkę. :)

��

You Might Also Like

3 komentarze

  1. wiedziałam, że dasz rade na 200%! :) Gratuluje moja ulubiona Mamusiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ciasto wygląda przepięknie ! :)

      Usuń
    2. Zaprosiłabym na ciasto, ale już nie ma ;) Zapraszam więc na herbatke :)

      Usuń

Dziękuję, że jesteś <3